15.04.2013 08:00

Autor: Aneta Wieczorek

Coma – “Don’t Set Your Dogs On Me”

Kategorie: Albumy polskie, Recenzje

Wykonawcy:


Coma - "Don't Set Your Dogs On Me"Coma – “Don’t Set Your Dogs On Me”
Mystic Production i earMusic/Edel/2013

Klucz, który otworzy drzwi do międzynarodowej kariery?

Coma – jeden z najlepszych zespołów na współczesnej, polskiej scenie rockowej. Kapela wzbudzająca kontrowersje. Jedni ich kochają do szaleństwa, inni szczerze nienawidzą. Najistotniejsze jednak jest to, że nieważne co się wokół łodzian dzieje, bo bez względu na wszystko, zwyczajnie nikogo nie pozostawia obojętnym…

Płyty sprzedają się znakomicie, ciągle przybywa fanów, są nagrody (np. Fryderyki),  pierwsze miejsca na listach przebojów (np. NRD Eska Rock), tłumy ludzi na koncertach, bilety wyprzedane z dużym wyprzedzeniem. A co na to Coma? Krótko mówiąc nie spoczywa na laurach. Zamiast tego działa. Zaskakuje publiczność. Jest kreatywna. Nie podaje “odgrzewanych kotletów”, nie bazuje na utartym schemacie, tylko ciągle wprowadza coś nowego do swojej twórczości. I za to czapki z głów.

Standing ovation za różnorodność. Płyta “Hipertrofia” odnosiła się do człowieka, przybliżała istotę egzystencji, budowała w świadomości odbiorcy hierarchię wartości. Z kolei “Czerwony album” przyniósł nowe wcielenie, w postaci mniej filozoficznych, a bardziej dosłownych i  lżejszych tekstów. Były koncerty akustyczne – “Power Off” z udziałem Orkiestry Symfoników Gdańskich. Podzielone na dwie części koncerty promujące “Czerwony album”, podczas których oprócz kawałków Comy, można było w przerwie między setami usłyszeć popularne, włoskie przeboje śpiewane przez niejakiego Kinga. Było DVD Live. I wreszcie najbardziej efektowna trasa koncertowa – “Ulubiony numerek” z okazji 15-lecia istnienia zespołu. Prawdziwa muzyczna uczta, a jednocześnie show na najwyższym poziomie z całą masą atrakcji: zaczynając od dwóch kół, na których umieszczono tytuły wszystkich utworów zespołu i kręcąc nimi układano setlistę, na elemencie wzbudzającym najwięcej entuzjazmu -  wykonaniu “Leszka Żukowskiego” przy udziale osoby wybieranej z  publiczności, kończąc.

To wszystko składa się na to, że Coma nie pozwala nam się nudzić. Zespół stosuje urozmaicenia i dbając o to, żeby było nam dobrze, czasem do listy atrakcji dorzuca krążek anglojęzyczny (np. “Excess”). Tak jest tym razem. Współpraca i kontrakt z wytwórnią mającą pod swoją opieką takich artystów jak: Deep Purple, Skunk Anansie, Marillion, Chickenfoot czy Europe – earMusic/Edel zaowocowały pojawieniem się 8 lutego br. płyty “Don’t Set Your Dogs On Me”.

Generalnie szału nie ma, to dobrze znany “Czerwony album“, ale w  wersji anglojęzycznej, z dodatkowym kawałkiem (“Song 4 Boys“) pochodzącym ze ścieżki dźwiękowej do serialu “Misja Afganistan“, gdzie wokalista grupy gra jedną z głównych ról. Co ważne, teksty nie są wiernie przełożone z polskiego. Wszystkie piosenki zostały napisane wcześniej, jeszcze przed wydaniem “Czerwonego albumu”. Piotr Rogucki nie chciał “powtórki z rozrywki” i aby uniknąć błędu z  przeszłości (problemów z tłumaczeniem, które pojawiły się przy wspomnianej płycie “Excess”) najpierw zajął się pisaniem po angielsku. Jak wyszło? Przyzwoicie. Bez fajerwerków. Brakuje siły rażenia w  postaci potężnego ładunku emocjonalnego, który możemy znaleźć na krążku wydanym w ojczystym języku i nieodpartego uroku, jaki mają te same kawałki, ale po polsku. Niestety “Lion” do “0Rh+” się nie umywa, a  “Dance With a Queen”, mimo że pełna ognia, to aż prosi się by wtrącić: Angela, proszę cię nie idź z tym chłopcem na dno.

Brak metaforycznych, ocierających się o filozofię, specyficznych tekstów, do których Coma nas przyzwyczaiła sprawił, że ich zmodyfikowana, śpiewana po angielsku wersja, odarła zespół z  oryginalności, zabrała charakterystyczną teatralność, tym samym spychając krążek w ramiona przeciętności. Zauważalne jest również to, że o ile Piotr Rogucki śpiewając po polsku brzmi jak poeta, od którego bije artystyczna chryzma, tak jego wokal w języku angielskim staje się płaski, traci głębię, jest pozbawiony ekspresji, a słowa czasem są zniekształcone, przez co trudne do zrozumienia.

Warstwa muzyczna pozostała bez zmian. Nadal nieprzesadzona aranżacyjnie. Są potężne dźwięki, wyraziste gitarowe brzmienia, mocne riffy, świetne solówki, klangujący bas. Jest rytmicznie i z pewnością koncerty wypadną pozytywnie, jednak płyta słuchana w zaciszu domowym pozostawia niedosyt. Jest po prostu przeciętna. Nie wyróżnia się z tłumu innych, rockowych propozycji zalegających na półkach sklepowych. Przyzwoita, ale jak na Comę takie określenie to za mało. Poprzeczka jest podniesiona wyżej… Co nie zmienia faktu, że należy docenić starania, to, że zespół nie boi się wyzwań, eksperymentuje i konsekwentnie realizuje swoje pomysły.

Czy będzie spektakularny sukces na skalę światową? Ta kwestia wydaje się nie mieć znaczenia. Wbrew pozorom nie o sławę, wzrost popularności, międzynarodową karierę i statystyki chodzi. Coma chce dotrzeć do większej liczby ludzi, by utwierdzić się w  przekonaniu, że swoją muzyką nadal potrafi poruszać. A potrafi z  pewnością, tyle, że zdecydowanie lepiej… po polsku.

Reasumując “Don’t Set Your Dogs On Me”, mimo że nie zwala z nóg, nie jest złą płytą. Po prostu jej polski odpowiednik w postaci wydanego wcześniej “Czerwonego albumu” jest ewidentnie o wiele lepszy i dlatego w porównaniu z nim, niestety nowy krążek wypada blado.

Aneta Wieczorek


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (17 głosów, średnio: 3,59 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.