22.07.2014 18:18

Autor: Sandra Kmieciak

Colours of Ostrava – dzień drugi

Kategorie: Czytelnia, Relacje z festiwali

Wykonawcy: | | | | | | |


Colours of Ostrava – dzień drugi
Ostrava/18.07.2014

Muzyczny miszmasz dla poszukiwaczy nowych brzmień i koneserów tych już dobrze znanych.

Jak brzmi Ostrawa? Miesza się tutaj rockabilly i pop, alternatywny rock z męskim chórem, elektronika i ambient z afrykańskimi bębnami. Gwiazdy pokroju ZAZ czy Emiliany Torrini występują obok takich zespołów jak Mordors Gang czy Korben Dallas. Charles Bradley płacze ze szczęścia, a Trentemoller robi najlepszą imprezę w promieniu conajmniej 1000 kilometrów.  Publiczność reaguje z takim samym entuzjazmem na występie The Asteroids Galaxy Tour co Belleruche.

Chciałabym zacząć od wspomnienia o dwóch koncertach, które drugiego dnia festiwalu najbardziej mnie urzekły. Pierwszy to występ Charlesa Bradley’a. Amerykański wokalista, specjalizujący się w funku i soulu, zrobił fantastyczne show wypełnione największymi hitami jak “Why Is It So Hard”, “Confusion”, “You Put the Flame On It” czy “The World (Is Going Up in Flames)”. Podczas występu wielokrotnie dziękował publiczności za przybycie i rewelacyjną atmosferę. Słuchacze natomiast nie pozostając dłużnymi, nagradzali muzyka gromkimi brawami. Podczas ostatniego utworu Bradley ruszył w stronę barierek, które udało mu się pokonać i wpaść w objęcia fanów.

Na podobny krok nie zdecydowała się ZAZ, chociaż jej kontakt z publicznością również mógłby służyć za wzór dla wielu muzyków. Francuska gwiazda odwiedziła Ostrawę po raz drugi i udowodniła, że doskonale się tu czuje. Zagadywała publiczność mówiąc po czesku (a przynajmniej czytając z kartki przygotowane wcześniej komentarze), kolejne utwory przedstawiała nie tylko po francusku, ale również w języku gospodarzy festiwalu, zachęcała do śpiewania z nią, tańczenia i skakania. W połowie swojego występu totalnie odmieniła też charakter głównej sceny na ostrawskim festiwalu tworząc z niej… francuski klub jazzowy. Na scenę wjechała rozkładana platforma, która po otworzeniu okazała się ZAZ Clubem. I tak udało się stworzyć niezwykle kameralną, niemal intymną atmosferę podczas koncertu dla kilku(nastu) tysięcy słuchaczy. Kilka kolejnych utworów wykonanych zostało w aranżacjach rodem z paryskiego klubu jazzowego. Zabrzmiały głównie utwory z debiutanckiego albumu wokalistki – pochodzącego z 2010 roku “Zaz”. Na pierwszy muzyczny plan wysunęły się saksofon, trąbka, kontrabas. Koncert zakończył się utworem “Je Veux”, którego refren dzielnie śpiewała ostrawska publiczność zaciekle walcząc z trudnościami języka francuskiego. Podobnie jak wcześniej “Les passants”. Zdecydowanie koncerty ZAZ i Charlesa Bradleya zapamiętam jako najbardziej pozytywne, ciepłe, pełne radości z grania i kontaktu z publicznością z całego festiwalu.

Kolejnym wydarzeniem, jakiego szczególnie oczekiwałam tego dnia, był koncert Trentemollera. Z niemalże zupełnie wyciemnionej sceny dobiegły głębokie dźwięki gitary basowej, światło zaczęło pulsować, dołączyła perkusja, gitary elektryczne i syntezatory. Rozpoczęło się “Still on Fire” z najnowszego krążka “Lost”. W kłębach dymu widać było ledwie kontury postaci, ale nie wizja była najważniejsza. Trentemoller zamienił plac przed sceną główną w wielki klub z muzyką elektro uzupełnianą rockowymi riffami, psychodelicznym techno, mrocznymi melodiami i rewelacyjnym wokalem Marie Fisker. Fisker też “humanizowała” ten koncert – z konturu stawała się postacią, często wychodziła w stronę publiczności, zachęcała do zabawy pod sceną. Na setliście znalazły się m.in.: “Candy Tongue”, “Vamp”, “Never Stop Running” czy zmiksowane “Moan” z “Lullaby” z repertuaru The Cure.

Podobnie stylistycznie wyglądał koncert MO. Psychodeliczne światło, mocne uderzenie elektroniki połączone z gitarą basową, energiczne kawałki w sam raz do skakania pod ArcelorMittal Stage. Do tego ciekawe wizualizacje i sama postać duńskiej wokalistki, która stara się budować wizerunek młodej, zbuntowanej i niepokornej. Podczas koncertu można było usłyszeć kawałki z jej debiutanckiego albumu, takie jak: “Don’t Wanna Dance”, “Maiden”, “Pilgrim” i “Waste Of Time”.

Duńska scena muzyczna miała tego dnia jeszcze jednego przedstawiciela w Ostrawie: grupę The Asteroids Galaxy Tour. Wykonywana przez nich muzyka nieco odbiega od tego, co prezentują Trentemoller czy MO. Jest to raczej energiczny pop ocierający się o muzykę indie, z ambicjami hamowanymi komercją. Grzeczny, miły, bez niespodzianek. Taki też był koncert. Dobry, ale nie było to muzyczne odkrycie Ameryki. Zabrakło ciekawych koncertowych aranżacji czy jakiegokolwiek innego bonusa, który sprawiłby, że stojąc pod sceną nie czułabym się jak podczas oglądania teledysków na YouTube.

Na koniec chciałam wspomnieć o koncercie, który zwalił mnie z nóg. W namiocie niedaleko sceny głównej odbywały się koncerty zespołów nawiązujących do muzyki etnicznej, folkowej, spoza głównego nurtu, szukające dźwięków zapomnianych i takich, które z pewnością nie zagoszczą na światowych listach przebojów. Pośród nich Lo Cór de la Plana. Męski chór specjalizujący się w śpiewie polifonicznym a cappella i przy akompaniamencie tamburynów, bębnów, klaskania i tupania. Teksty w języku oksytańskim sprawiają wrażenie, jakby była to muzyka rekonstruowana, ale nic bardziej mylnego. Może i Lo Cór de la Plana nawiązują do tradycji muzycznych bardów, bułgarskiego chóru, muzyki północnej Afryki czy hiszpańskiej muzyki ludowej, ale przetwarzają je nadając współczesny wyraz. Efekt jest taki, że nie sposób ustać w miejscu słysząc ich muzykę, wpada w ucho, nogi same zaczynają przytupywać do rytmu, a do tego na twarzy pojawia się wielki uśmiech. Nie ma tutaj wielkiego show z tysiącem świateł, wizualizacjami, zmysłowymi tańcami, nie ma gwiazd, które sam nazwiskiem przyciągałyby tłumy. Ale jest muzyka płynąca prosto z serca, szczera, wykonywana z potrzeby tworzenia czegoś niezwykłego.

Na Drive Stage tego dnia występował także Mordors Gang, Isaya i Vołosi. Każdego z nich charakteryzuje totalnie odmienne brzmienie, ale łączy jedno – miłość do prostoty i szczerości w muzyce. Uważam, że za sam ten fakt należą im się brawa i aplauz wcale niemniejszy, niż gwiazdom ze sceny głównej.

Sandra Kmieciak




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.