23.07.2013 07:00

Autor: Maria

Colours of Ostrava 2013 – relacja cz. 1

Kategorie: Czytelnia, Relacje z festiwali, Relacje z koncertów

Wykonawcy:


Colours of Ostrava 2013 – relacja cz. 1

Dzień pierwszy  – K jak kolejka i Z jak zabrakło.


część 2

Dwunasta edycja międzynarodowego festiwalu muzycznego już za nami. Słońce, bezchmurne niebo, centrum miasta, a w nim 12 scen oraz prawie 200 – nie tylko muzycznych – atrakcji.

Jeśli przyjeżdżasz na teren festiwalu o 18:00, a twój ulubiony artysta gra tego dnia o 21:30, to wcale nie znaczy, że zobaczysz jego koncert. A wszystko to wina… Komunikacji. W informacji z wielkim napisem “English info here” strasznie ciężko dogadać się po angielsku, jeszcze gorzej z panią w przydużej koszulce “INFORMATION” zagadującej w kolejce po akredytacje prasowe. Godzina w kolejce po akredytacje, godzina w kolejce po informację, godzina w ogonku na pole namiotowe, godzina w kolejce po wodę, tyle samo na znalezienie skrawka miejsca na polu i już możesz radośnie rozbijać tropik pomiędzy lipą a jesionem, a tam za bramą, Sigur Ros w najlepsze gra “Brennisteinn”, a ty w rytm wbijasz śledzie w trawę, udając, że wcale ci nie zależy. Koniec końców dotarliśmy na teren festiwalu na wyjście ostatniej piosenki. I pożegnanie zespołu.

W kolejkach natomiast okazywało się, że sporo rzeczy już się skończyło: zabrakło smyczy, czy zawieszek do akredytacji prasowych, zabrakło mapek, zabrakło programów, zabrakło opasek na pole namiotowe, a potem prawie zabrakło miejsca na polu namiotowym. Podziwiam ekwilibrystykę, z jaką ludzie ustawiali 5-osobowe namioty na skrawku 2×2 m trawy. Później zabrakło pod prysznicami ciepłej wody, a 3 prysznice na 4 000 namiotów, to też jakby brak.

Osobnym punktem programu, który trochę rekompensował kolejki i braki, o którym można by napisać osobną relację – jeśli nie przewodnik – jest miejsce, w jakim festiwal się odbywa. Huta Vitkowice działała od 1828 roku do końca XX wieku. Wchodząc na teren festiwalu, wkracza się do robotyczno – mechanicznego świata, pełnego kominów, pieców, silosów, zbiorników, basenów i łączących to wszystko na pierwszy rzut oka – nieskładnie – rur. Budynki, wieże, piece, po części niszczejące i rdzewiejące, po części już odrestaurowane, jak aula Gong – dawniej zbiornik gazu, dziś ekskluzywna sala koncertowa sprawiają wrażenie przebywania w innym świecie. Świecie bardzo przetworzonym i zniszczonym przez człowieka, ale i magicznym. Pomiędzy budynkami, po ziemi i nad głowami wiły się rury, wielkie i jeszcze większe, kończące się zaślepką, lub ziejące ciemnością ze środka, które sprawiały wrażenie nieskładnie zarzuconych na wszystko macek, budowanych w miarę potrzeby w prawo, w lewo, bez żadnego założenia ni planu. Budynki w nocy oświetlone kolorowym światłem przypominały maszyny z walki robotów, a pomiędzy nimi przemykał pod sceny kolorowy tłum festiwalowiczów, rozstawiały się kolorowe stragany z jedzeniem, piwem i pamiątkami.

Ciąg dalszy nastąpi…

część 2

Maria Grudowska

Foto: http://www.dolnioblastvitkovice.cz/




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.