21.07.2013 11:44

Autor: Katarzyna Borowiec

Colin Stetson – “New History Warfare Vol. 3: To See More Light”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Colin Stetson – “New History Warfare Vol. 3: To See More Light”
Constellation/2013

Eros, Tanatos, wirtuoz i Szatan w Vernonie.

Colin Stetson jest niezwykle aktywny zawodowo – swoich mocy muzycznych użycza zespołom takim jak Arcade Fire, TV on the Radio, Belle Orchestre czy Bon Iver. Z tym ostatnim projektem, za który odpowiedzialny jest przede wszystkim Justin Vernon, saksofonista pracował ostatnimi czasy niezwykle intensywnie. Efektem wspólnego twórczego działania jest udział wokalisty w nagrywaniu trzeciej płyty Stetsona.

“New History Warfare” to trylogia, której początki sięgają do roku 2007. To od niej tak naprawdę rozpoczęła się solowa kariera artystyczna Stetsona – odnalazł wtedy swój własny, unikatowy muzyczny język. Rozgłos zyskał dzięki części drugiej, “Judges” (pierwsza nie ma osobnego tytułu), wydanej dwa lata temu, którą wokalnie wzbogaciły Laurie Anderson i Shara Worden (My Brightest Diamond). To rozwiązanie okazało się bardzo owocne – druga płyta przewyższa tym wspólnie budowanym nastrojem surowość pierwszej – więc nie dziwi, że artysta postanowił podobnie postąpić i za trzecim razem. Jego współpraca z frontmanem Bon Iver okazała się bardziej fascynująca niż z paniami. Osobiście do twórczości Bon Iver jestem nastawiona całkiem pozytywnie, jednak po kilku utworach głos Vernona zaczyna mnie nużyć. Dlaczego ten człowiek wszystko śpiewa tak samo? Narzuca się sugestia, że inaczej nie potrafi… Otóż nie jest to prawdą, ale do zweryfikowania tego stwierdzenia potrzeba było (przynajmniej mi – boniveroznawcy zapewne wiedzieli o tym wcześniej) Colina Stetsona.

Vernon pojawia się już w pierwszym kawałku, witając słuchaczy swym charakterystycznym zawodzeniem. Jego głos znakomicie splata się z muzyką. Colin Stetson i jego wielki saksofon po raz trzeci czarują tym samym trikiem – pełno jest tu dźwięków znanych z poprzednich części, wszystko znów nagrywane przy pomocy wielu mikrofonów, w jednym ujęciu, bez zapętleń i dogrywania. Muzyk nieustannie szlifuje swój warsztat, nie tylko w praktyce podczas licznych tras koncertowych i nagrań z innymi zespołami, ale także poprzez codzienne ćwiczenia oddechowe (sekretem jego olśniewającej techniki jest oddech cyrkulacyjny) i jogę. Dzięki nagraniom chwytającym wszystkie źródła dźwięku wirtuozeria ta jest nieustającym źródłem zachwytu – wystarczy przysłuchać się, jak oddech gra w “Hunted”, jak szumy, piski (“In Mirrors”) i stukoty (“Brute”) stają się integralnymi elementami kompozycji. Stetson potrafi wydobyć ze swego instrumentu przeszywające tony, umie nawet sprawić, by zaśpiewał niczym Thom Yorke – w “High Above the Grey Green Sea” nie ma gościnnego wokalisty, za wysokie, melancholijnie nucące tony odpowiedzialny jest Colin. Motyw ten powtarza się później w pierwszej minucie “Among the Sef (Righteous II)”, nawiązującym również do utworu z drugiej części trylogii, w którym więcej jest tonów rozpaczliwych. Na trzeciej płycie pojawiają się nawet klasyczne tony saksofonu – przez krótką chwilę, gdzieś w tle ekspresyjnych, dramatycznych rzężeń, instrument ten brzmi w sposób dla siebie typowy w “Who the Waves Are Roaring For (Hunted II)”, do spółki z typowym Justinem Vernonem.

Zaskoczenie przychodzi w “Brute”, które nie dość, że odwołuje się do muzyki metalowej, wydobywa z Justina demona. Wokalista udowadnia, że potrafi ze swoim głosem zrobić więcej, niż zazwyczaj chce nam pokazać. Spośród wcześniej wypróbowanych chwytów Stetson powtórzył natomiast zamieszczenie na płycie coveru spirituala – tym razem jest to “What Are They Doing in Heaven Today?” z repertuaru Washingtona Philipsa. To eksplicytne nawiązanie do tematu przewodniego płyty, o którym sam jej autor mówi tak: Ogólnie jest ona na temat relacji pomiędzy śmiercią a miłością, konceptualnie, o tym jak znaczenie każdej z nich jest zależne od obecności drugiej. Ukoronowaniem trylogii jest niewątpliwie “To See More Light” – najdłuższy jak do tej pory utwór w repertuarze Stetsona, piętnaście minut epickiej saksofonowej opowieści. W ósmej minucie pojawia się mocniejsze uderzenie i jest to moment niemal tak dreszczogenny jak “High Above the Grey Green Sea”. Końcowy utwór – “Part of Me Apart from You” – zawiera dyskretne nawiązanie do “Holocene”, co wieńczy udział Vernona w nagrywaniu albumu. Z saksofonu wydobywa się nieomal krzyk, rozstanie jest drastyczniejsze niż w wersji Bon Iver, bo jego sprawcą jest śmierć.

Można się kłócić, czy muzyka Stetsona to free jazz czy raczej awangarda dla fanów mainstreamu, jak twierdzą niektórzy. Tylko po co? Tak czy inaczej “New History of Warfare” przesłuchać zdecydowanie warto, a częścią trzecią Stetson znowu ma szanse na podbicie końcoworocznych podsumowań.

Katarzyna Borowiec


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (8 głosów, średnio: 8,13 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.