24.11.2013 11:35

Autor: Tomek Milewski

Coldair – “Whose Blood”

Kategorie: Albumy polskie, Recenzje

Wykonawcy:


Coldair – “Whose Blood”
Twelves Records/2013

Tobiasz Biliński solo, ale nie sam.

Coldair to solowy projekt Tobiasza Bilińskiego, znanego w niezależnym światku muzyki alternatywnej z zespołu Kyst. Początkowo miał on być jednoosobową odskocznią, ale z czasem ambicja najwidoczniej zaczęła buzować, niczym krew w żyłach. W taki sposób dochodzimy do trzeciego albumu młodego artysty – “Whose Blood”. Tego, co urodziło się w głowie Tobiaszowi, nie było możliwości zagrać samemu – tak więc do pracy zaprosił zastęp muzyków.

Na płytę czekałem, nie posługując się kurtuazją, z wypiekami na twarzy. Od dawna bowiem dochodziły mnie słuchy, że ma to być przełom i ma ona brzmieć jak jedna z muzycznych inspiracji Tobiasza, Bon Iver. Kolorytu temu wszystkiemu dodawało zamieszanie z wytwórniami muzycznymi, gdzie co raz o uszy obijały się wydawnictwa, których nazwy rozbudziłyby wyobraźnię każdego. Miało to też swój minus, a mianowicie czas oczekiwania na nieustannie przesuwaną premierę.

Koniec końców, jest. Obietnice odnośnie płyty zostały spełnione… prawie w 100%. Co od razu rzuca się na uszy to to, że Tobiasz rozwinął się niesamowicie jako kompozytor. Na “Whose Blood” nie ma kompromisów, jest za to kawał solidnej muzyki. To, że album nieodzownie kojarzy się z muzycznymi dokonaniami Justina Vernona było wiadome. Od pierwszego utworu, którym jest tytułowy “Whose Blood” mamy do czynienia z przełamaniami kompozycyjnymi, przywodzącymi na myśl choćby te z “Perth”. Właściwie muzyczne inspiracje są wręcz zbyt czytelne – powiedzenie, że “Sign” mogłoby się spokojnie znaleźć na “Seven Swans” Sufjana Stevensa jest rzeczą nasuwającą się nieomal automatycznie. Dla mnie nie ma to znaczenia – jest to zdecydowanie najlepsza piosenka na tym wydawnictwie. Jest muzycznie subtelna, zgrabna i nieprzeforsowana. No właśnie, tu chyba tkwi jedyny mankament albumu. Czasami ambicje zaprowadzają Coldair do lekkiego przerostu formy nad treścią. Zupełnie odwrotny kierunek można dostrzec we “Wraith”, gdzie pod koniec wchodzą niepokojące bębny, którym towarzyszy tylko szum. Na płycie znalazło się również miejsce dla niepokojącego “I Fear Death”, któremu znacznie bliżej do dark ambientu niż do brzmień folkowych.

Po kilku sesjach z “Whose Blood” mam nieodparte przeczucie, że z tego albumu dałoby się wyciągnąć jeszcze więcej z klasowym producentem. Tak więc wielka szkoda, że jednak plotki o wielkich wytwórniach się nie sprawdziły. Tobiasz udowadnia, że jako artysta wie co robi i w jakim kierunku ma iść jego muzyka. “Whose Blood” udowadnia, że scena niezależna jest już troszeczkę za ciasna na Coldair i oby tak dalej.

Tomek Milewski


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (7 głosów, średnio: 7,86 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.