28.03.2013 22:00

Autor: Maria

“Chodzi o to, żeby dać ludziom ‘one hell of a night’!” – wywiad z Turboweekend

Kategorie: Czytelnia, Tylko u nas, Wywiady

Wykonawcy:


Chodzi o to, żeby dać ludziom ‘one hell of a night’! – wywiad z Turboweekend

O tym dlaczego Polska, o zbliżającej się klubowej trasie koncertowej po naszym kraju i o recepcie na wytrzymanie ze swoim największym hitem – wywiad z Silasem Bjerregaardem, wokalistą grupy Turboweekend.

Arletta Przynoga: Rozmawiam dzisiaj z Wami w imieniu portalu uwolnijmuzyke.pl. Moje pierwsze pytanie odnosi się do nazwy strony: Uwolnij Muzykę! – co to znaczy dla Was, dla zespołu Turboweekend?

Silas Bjerregaard: Wydaje mi się, że w naszym przypadku myślę o tym, jak tworzymy muzykę w sali prób. Tam chodzi właśnie o uwolnienie się od świata i właśnie uwolnienie – a nie tylko granie – muzyki. Wtedy wprowadzasz się w taki stan, gdzie czujesz się na tyle wolny, żeby uwolnić inspirację, żeby uwolnić te dźwięki, które są w tobie, a nie tylko grać “na auto-pilocie”. Uwalnianie muzyki to też czasem wyłączanie myślenia, tak żeby emocje mogły zacząć rządzić dźwiękami, które tworzysz. Z kolei kiedy gramy koncerty, uwalnianie muzyki następuje wtedy, kiedy… jakby to ująć? Mamy piosenki, które stanowią swojego rodzaju zamknięte struktury, ale kiedy gramy je na żywo, te struktury ewoluują za każdym razem w coś nowego, innego. Uwalnianie muzyki na koncertach wymaga energii na scenie i komunikacji z publicznością, tak je widzę, jeśli chodzi o nas grających na żywo.

Polska usłyszała o Was w 2010 r. za sprawą utworu “Trouble Is”, od tego czasu rozszerzacie grono Waszych fanów w naszym kraju. Ale gdybyście musieli przedstawić siebie totalnie nowemu słuchaczowi, co byście powiedzieli? Turboweekend, to zespół dla…?

Hmm… gdybym jechał windą i próbował “sprzedać” tam komuś nasz koncert, powiedziałbym: “Cześć, jeśli nie masz planów na dzisiejszy wieczór, wpadnij do klubu, będzie tam fajny koncert, będzie bardzo energetycznie. Gramy też wolniejsze utwory, ale głównie możesz się spodziewać dużej dawki energii. Nasza muzyka, to coś w stylu electro-pop-rocka”. Myślę, że raczej nie byłbym zbyt konkretny, bo to z reguły ogranicza myślenie ludzi o zespole. Może dodałbym: “Jeśli lubisz LCD Soundsystem, The Rapture, jeśli lubisz wszystko, co mieści się w granicach…”. Cóż, osoba, która lubi jednocześnie Micheala Jacksona i Queens Of The Stone Age jest najlepszą osobą do przyjścia na nasz koncert. Nie dlatego, że brzmimy jak któryś z nich, ale jeżeli twój gust muzyczny jest eklektyczny, polubisz to, co gramy. Ale tak naprawdę nie wiem, co bym powiedział, jestem chyba kiepski w “sprzedawaniu” naszego zespołu.

Swój eklektyczny styl i energię na koncertach pokazaliście w Polsce już pięciokrotnie. Pamiętacie swoją pierwszą wizytę w naszym kraju?

Tak, bardzo dobrze! Nasz pierwszy koncert w Polsce, to było wydarzenie promowane przez radio EskaROCK. Pamiętam bardzo dokładnie, że przylecieliśmy do Warszawy, kiedy niesamowicie padał śnieg i graliśmy w dość specyficznym towarzystwie, bo przed zespołem SUM41. To było dla nas dość nietypowe przeżycie. Pierwszy raz w Polsce, który zdecydowanie zapamiętaliśmy.

Jak zaczęła się przygoda Turboweekendu z naszym krajem?

Myślę, że tak naprawdę wszystko zaczęło się od Marcina Bisiorka z EskiROCK. To on znalazł “Trouble Is” w Internecie, my nie wysyłaliśmy mu naszej muzyki. Najwyraźniej tak mu się spodobała, że zaczął ją grać w swoim programie i polecać nas. Potem inne polskie radiostacje w pewien sposób podchwyciły tę piosenkę. Tak naprawdę nie wiem co się stało i jak to się stało, ale na pewno EskaROCK była naszym “punktem wyjścia”. Ten singiel był naprawdę często grany w waszych radiostacjach w 2010 roku a potem dalej otrzymywaliśmy od nich wsparcie dla innych naszych utworów, dzięki czemu w jakiś sposób pozostawaliśmy w pamięci słuchaczy i zaczęliśmy zdobywać reputację.

Do tej pory graliście jednak koncerty w ramach większych wydarzeń muzycznych, jak katowickie Odjazdy, czy festiwali. Teraz po raz pierwszy odwiedzicie nasz kraj z własną trasą koncertową. Bardziej Was to ekscytuje, czy przeraża?

Dokładnie, w kwietniu przyjedziemy do Warszawy, Poznania i Wrocławia na nasze pierwsze klubowe koncerty w Polsce i zdecydowanie jesteśmy niesamowicie podekscytowani tym faktem! Festiwale są świetne w tym sensie, że możesz się pokazać szerszej publiczności i to naprawdę dobre, kiedy jest się wschodzącym, początkującym zespołem. Koncerty klubowe, to zupełnie coś innego. Wtedy wiesz, że wszyscy kupili bilety wyłącznie po  to, żeby zobaczyć twój zespół, to sprawia, że atmosfera jest inna, bardziej intensywna, jeśli można tak powiedzieć. Naprawdę nie możemy się doczekać tej klubowej trasy!

W kwietniu będziecie dużo koncertować poza Danią. W swoim kraju jesteście już bardzo popularni, ludzie entuzjastycznie reagują na wasze koncerty. Granie w zupełnie nowych miejscach, dla nowej publiczności, to chyba nieco inne doświadczenie. Jaki jest Wasz sposób na przyciągnięcie nowych słuchaczy podczas takich występów za granicą?

Cóż, przede wszystkim bardzo ważnym jest,  żeby dać ludziom znać, że w ogóle gramy gdzieś w ich okolicach. Staramy się więc jak najbardziej pokazać publiczności. Dlatego dobre są wszelkiego rodzaju wywiady, granie naszej muzyki w radiach, wzmianki na blogach i tak dalej. Cokolwiek, co pomoże dotrzeć do ludzi i da im znać, że przyjeżdżamy do ich miasta i chcemy, żeby wpadli na nasz koncert. Potem, już w trakcie występu, liczy się oczywiście najbardziej – żeby dać im “one hell of a night” – tak, żeby na długo jej nie zapomnieli. W tym jesteśmy naprawdę dobrzy, tak zbudowaliśmy swoją reputację w Danii. Trasa po Europie przypomina tak naprawdę nasze początki w Danii, zadziałało to w naszym kraju, oczekujemy więc, że zadziała także poza nim.

Wasza ostatnia płyta, “Fault Lines” różni się zdecydowanie od “Ghost Of a Chance” – krążka zawierającego was najbardziej znany utwór “Trouble Is”. Skąd ta różnica?

Podczas pracy nad “Fault Lines” staraliśmy się osiągnąć nieco bardziej naturalne, organiczne brzmienie, ale też chwieliśmy? jak to ująć… Wiem, że niektóre utwory są próbami osiągnięcia efektu popowej piosenki. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie próbowaliśmy. Staraliśmy się osiągnąć takie brzmienie na pewno w “On My Side” i”Neverending” – to były nasze pierwsze próby stworzenia popowych utworów. Nie wiem, czy jeszcze kiedyś coś takiego zrobimy. Krążek “Fault Lines”, to też pierwszy album, przy którym pracował z nami Anders, jako członek zespołu. Dołączył do nas co prawda już w 2009 roku, ale podczas pracy nad ostatnim albumem pierwszy raz brał udział w tworzeniu piosenek. Można usłyszeć jego wpływ na nasze brzmienie. Chociażby w piosenkach “Rubicon” czy “Douglas”. Różnicą jest też na pewno to, że pojechaliśmy do Londynu, żeby zmiksować ten krążek. Zrobił to Danton Supple, który pracował między innymi przy albumach grupy Coldplay. Danton wpłynął na brzmienie “Fault Lines”, jest ono bardziej otwarte, można też powiedzieć, że bardziej “brytyjskie”, słychać to na przykład w partiach perkusyjnych. Co jeszcze? Czasem trudno jest uchwycić różnice, kiedy jest się jakby w środku całego zamieszania.

“Trouble Is” jest zdecydowanie najbardziej znanym z waszych utworów. Pewnie musicie ją zagrać co najmniej raz podczas każdego koncertu. Jaki jest Wasz sposób na to, żeby się nią nie znudzić albo jej nie znienawidzić?

Szczerze mówiąc, ja naprawdę lubię ten utwór, co na pewno pomaga. Myślę, że to byłoby naprawdę straszne, gdybyś grał w zespole, którego utworem numer jeden byłaby piosenka, której tak naprawdę byś nie lubił. Ja lubię “Trouble Is”. Może również dlatego, że ten utwór nigdy nie miał być super singlem. Nagraliśmy go z myślą, żeby stworzyć dobrą piosenkę. Nigdy nie był przez nas wysyłany jako singiel do radiostacji w Danii. To właściwie bardzo miła i dobra historia, w jaki sposób to ewoluowało niejako na własnych warunkach – do miana hitu. Znudzenie się nim, czy znienawidzenie go nigdy nie było więc dla nas problemem, na szczęście! Może za 10 lat się to zmieni, ale mam nadzieję, że nie.

Który z dotychczasowych koncertów w Polsce jest jak do tej pory Waszym ulubionym? Który wspominacie najlepiej?

Z tych pięciu czy sześciu koncertów, które zagraliśmy do tej pory, najlepszy był… to bardzo trudne wybrać jeden, chyba nie jestem w stanie. W Polsce z każdym koncertem jest lepiej i lepiej, więc nie wiem. Naprawdę każdy następny występ jest coraz lepszy. Pewnie między innymi dlatego, że coraz więcej ludzi słyszało już o Turboweekend, czujemy, że z każdym kolejnym razem publiczność jest coraz bardziej pozytywnie nakręcona podczas naszych koncertów. Dlatego tym bardziej nie możemy się doczekać klubowej trasy, spotkania się z ludźmi w salach koncertowych i zaserwowania im naprawdę takich wrażeń muzycznych, o których będą długo pamiętali.

rozmawiała Arletta Przynoga // Dobre, bo duńskie

Więcej informacji o koncertach zespołu w Polsce znajdziecie TUTAJ.




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.