13.10.2012 13:49

Autor: Katarzyna Borowiec

Chęć na miękkie futerko

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów

Wykonawcy:


Chęć na miękkie futerko
Kraków/11.10.2012

Relacja z koncertu zespołu Niechęć.

Do Kolanka nr 6 szłam w adekwatnym nastroju – niechętnie. Dzień pełen wrażeń, męczący, różne małe nieszczęścia, które przygnębiły wieczór, zimno jak diabli. Na dodatek jak zwykle w pięknym Krakowie koncert nie może rozpocząć się punktualnie, bo przecież wszyscy tu przyszli tylko pić piwo i rozmawiać ze znajomymi. Nikt nie przyszedł sam, posłuchać muzyki. Nawet nie wiem, jak duże było opóźnienie, ponieważ różne źródła podawały różne godziny rozpoczęcia. Później zespół przyznał się do winy – trasę rozpoczęli od przygód z oponami i policją. Organizatora można za to zrugać za (nie)przygotowanie sali – publiczność zapowiadała się spora, a tymczasem w koncertowej części klubu stały sobie spokojnie stoliki (krzesła w sumie dobrze, że zostały, dźwięki sprzyjały kontemplacji). Potem trzeba było się ścieśniać, przesuwać i takie tam.

Ale, co to ma za znaczenie, pomyślałam, kiedy tylko ze sceny zabrzmiał melancholijny saksofon i rozpoczęło się “After You”. Przepiękny utwór, którego walory w pełni można docenić dopiero w małym, mrocznym klubie (trochę za mało dymu, ale to dopiero późniejsza refleksja). Nastrojowe klawisze, bębny delikatnie uderzane pałkami o dużych główkach (ewentualne nieprzyzwoite skojarzenia proszę sobie usprawiedliwić tym saksofonem), niosący bas, hałaśliwa końcówka podkreślająca smukłość głównego motywu. Gładkie metafory przychodzą na myśl, chęć opisania tych dźwięków poprzez zmysłowy dotyk skóry. Publiczność kupiona (a przynajmniej recenzent).

Zaraz potem panowie (w liczbie pięciu) zagrali “piosenkę na jesień”. Ta pora roku, jak się okazało, nie kojarzy im się tak smutno i ponuro jak mnie tego wieczoru. Bliżej było do skakania po kałużach i rozkopywania opadłych liści. Choć na oficjalnej stronie zespół ma wypisane kontrabas i fortepian, na koncercie były gitara basowa i syntezator (plus drugie urządzenie elektroniczne, którym od czasu do czasu utwory dopieszczał saksofonista). “Mojry” zostały połączone z “Niespokojnym relaksem” i jego “wersją karaibską” czyli utworem “Relaks Dub”. Wodzirejem był Rafał Błaszczak, być może ze względu na to, że jego gitarę ciężko było usłyszeć. Nieustannie gubiła się gdzieś pośród innych instrumentów, stanowiąc dyskretny, ale jednak nie zbędny element kompozycji. Wszystkie utwory były elegancko zapowiedziane, od czasu do czasu pojawiały się nawet żarty, zawszeć uroczo, choć pan twierdził, ze koledzy z zespołu za jego przemowami nie przepadają.

Niechęć dba o image, część zespołu (choć nie do końca) występowała w ciemnych okularach, a gitarzysta odpalał jednego za drugim papierosa, nie przerywając grania. Jesienne klimaty zdominowały setlistę, bo jako utwór szósty pojawił się “Drugi turnus w Pucku”, o zakończeniu lata. Panowie z płynnym przechodzeniem od jednego do drugiego utworu radzą sobie świetnie, zmieniając je w dłuższe dawki muzyczne. Po zadziornym “Fecaliano” i “hitowym” “Taksówkarzu” niespodzianka – nowy utwór. Napisany dwa, trzy dni temu przez Tomasza Wielechowskiego kawałek nie ma jeszcze tytułu i zapewne zanim (jeśli?) go dostanie, przejdzie wiele metamorfoz. Obecnie jest to kompozycja już zachwycająca (przynajmniej w wersji na żywo), zbudowana na linii klawiszowej, z momentami wyciszenia i oszałamiającą kulminacją, która sprawiła, że owa muzyka skojarzyła mi się nieco z post-rockiem. Zespół zakończył koncert utworem pod tytułem “Apetyt na mięso”.

Nie było to odpowiednio spektakularne zakończenie i publiczność nie czuła się w pełni usatysfakcjonowana, ale na szczęście był bis. A na bis – drugi nowy utwór bez tytułu, który tym razem Stefan przyniósł przedwczoraj. Skoro przyniósł basista, to tym razem linia tego instrumentu była wiodącą. Trochę szybciej, trochę więcej szaleństwa, ale jednak kawałek pana Wielechowskiego ma według mnie większy potencjał. Ukoronowaniem wieczoru była “Śmierć w miękkim futerku”. Utwór o klimacie odmiennym niż pozostałe, bardziej mrocznym i niepokojącym. W finale perkusista dał olśniewający popis solowy, zupełnie zatracając się w graniu.

To był dopiero jazz z prawdziwego zdarzenia, żywy, przeżywany, zarażający, zachwycający. Nie napiszę, że krakowscy muzycy powinni się od tej piątki Warszawiaków uczyć. Niech spróbują znaleźć swój jazz w sobie samych. A tymczasem trasa Niechęci dopiero się rozpoczęła – życzę panom równie ciepłego przyjęcia i wspaniałego grania podczas pozostałych koncertów. A Wy na nie idźcie!

Katarzyna Borowiec




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.