22.12.2011 10:52

Autor: Łukasz Stasiełowicz

Čači Vorba – “Tajno Biav / Secret Marriage”

Kategorie: Albumy polskie, Recenzje

Wykonawcy:


Čači Vorba – “Tajno Biav / Secret Marriage”
Oriente Musik / 2011

Koncertowi emigranci.

Muzykę folkową traktujemy w Polsce troszkę po macoszemu. Międzynarodowe sukcesy takich rodzimych zespołów jak Kapela ze Wsi Warszawa, The Cracow Klezmer Band czy Kroke niewiele zmieniły. Te większe marki zaczęto postrzegać lepiej, lecz nie generalizujemy naszego zamiłowania na nowe, bądź mniej znane kolektywy. Niewątpliwie odczuwają to członkowie polsko-ukraińskiego zespołu Caci Vorba, którzy latem 2011 wydali swój drugi album – “Tajno Biav”. Z bardziej doświadczonymi kolegami z Kroke łączy ich wydawca – niemiecki Oriente Musik. Czy podążą dalej ich śladami, czy też na tym skończą się podobieństwa?

Caci Vorba nie ogranicza się tylko do instrumentalnej warstwy kompozycji. Jeżeli ktoś więc poszukuje solowych wojaży, niezakłóconych żadnymi językowymi szumami, ten musi uzbroić się w cierpliwość, gdyż ważnym elementem jest tutaj głos wokalistki. Maria Natanson gra jednak jeszcze na instrumentach (przede wszystkim na skrzypcach), więc czasami słychać czystą muzykę.

Innym krytycznym aspektem recepcji twórczości grupy jest repertuar. Za punkt wyjścia służą tradycyjne melodie, które są aranżowane i modyfikowane głównie przez Piotra Majczynę. Najwięcej motywów pochodzi z Bułgarii i Rumunii, a nie jest tajemnicą, iż u nas Cyganów/Romów nie darzy się zazwyczaj sympatią. W tym negatywnym nastawieniu nie jesteśmy zresztą ostatnio odosobnieni, bo nawet na politycznie poprawnym Zachodzie wybuchły konflikty. Muzyka to tylko część kultury, więc osobiste przekonania względem poszczególnych narodów nie muszą przekładać się na preferencje hobbystyczne. Należy jednak zaznaczyć, iż Caci Vorba nie gra tej muzyki bałkańskiej, którą spopularyzowali na początku XXI wieku Beirut czy A Hawk and a Hacksaw.

Nie będę ukrywać, iż po pierwszym przesłuchaniu krążka byłem rozczarowany. Oczekiwałem tych innych Bałkanów. Wraz z kolejnym podejściami odbiór był coraz cieplejszy, może to kwestia nieodpowiednich oczekiwań, a więc nie chcę wykluczać, iż innych ten album chwyci za pierwszym razem. Pod względem producenckim wszystko brzmi profesjonalnie, lecz laikom i tak niechybnie będzie się to kojarzyć ze zwykłymi wiejskimi zaśpiewami.

Maria Natanson tworzy swoim śpiewem dobrą podstawę. Nic dziwnego, że grupę doceniono w Niemczech czy Szwecji, skoro brzmią tak przekonująco jakby faktycznie byli rdzennymi reprezentantami Bałkanów. W niektórych kompozycjach pojawia się męski wokal czy to w formie okrzyków (“Pe ulita armeneasca”), czy jako płynny śpiew (skoczne “Lume, vai!”). Utwory okraszone są często bardzo egzotycznym instrumentarium, bo prócz szeroko znanych skrzypiec, akordeonu, gitary czy kontrabasu pojawiają się takie niespodzianki jak kebak keman, buzuki, baglama czy darbuka. Różnorodność instrumentów implikuje też, że większość członków można określić mianem multiinstrumentalistów.

“Iese-n codrii firul ierbii” to popis rytmiczności, stosowania pauz oraz wypełniania wolnej przestrzeni krótkimi wstawkami. Zabawna jest kompozycja “Moroz”, a to dzięki pijackiej barwie gościnnie śpiewającego Dimitriego Gerasimova. Końcówka utworu to majstersztyk, nie tylko za sprawą klarnetowego sola, lecz również dzięki wpleceniu zimowych odgłosów nadających realizmu całości. Jednak szczytowym punktem geniuszu są dwie ostatnie kompozycje, z niesamowicie płynnym przejściem. “Ioane, Ioane!” i “Te astept”, bo o nich mowa, różnią się dynamicznością; ten pierwszy utwór, bardzo oszczędny w środkach, jest jakby antytezą, obfitującego w dźwięki i zamykającego zarazem album, kawałka.

Na kilka osobnych zdań zasługuje sposób wydania albumu. Nie ograniczono się do tajemniczej okładki i kilku dodatkowych zdjęć. W specjalnej książeczce zawarto teksty utworów; oprócz oryginalnych języków znajdują się jeszcze tłumaczenia na polski i angielski. Bardzo dobre rozwiązanie, gdyż amatorzy muzyki bałkańskiej niejednokrotnie zastanawiali się nad tym, o czym w zasadzie są te liryki. Dzięki temu zabiegowi łatwiej zrozumieć pierwotny wydźwięk kompozycji. Ponadto pomagają informacje zamieszczone przy kawałkach, które explicite podają z jakim krajem kojarzone są konkretne melodie.

Wracając jeszcze na chwilę do tekstów to słowem kluczowym jest tytuł krążka, który można rozumieć jako sekretne małżeństwo lub sekretne wesele. Motyw potajemnej miłości jest, więc siłą rzeczy obecny w wielu zwrotkach. Nie jest to jednak wszystko, wszak pojawiają się jeszcze inne typowo ludowe tematy jak np. potrzeba picia i religijne wynurzenia.

Wątpię czy ta odmiana muzyki bałkańskiej może obecnie liczyć w Polsce na masowy, ciepły odbiór. Z drugiej strony nie mam żadnych obaw, iż grupa będzie w dalszym ciągu podbijać inne europejskie państwa. Nie jeden bardziej popularny zespół bez wahania zamieniłby się swoim krajowym statusem na ten zespołu Čači Vorba – status docenianych koncertowych emigrantów.

Łukasz Stasiełowicz


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (3 głosów, średnio: 8,33 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.