26.02.2012 09:03

Autor: Monika Pomijan

Bubble Pie – “Bathroom Stories”

Kategorie: Albumy polskie, Recenzje

Wykonawcy:


Bubble Pie – “Bathroom Stories”
wydanie własne/2012

Szepczących wokali nigdy dość.

Ostatnimi czasy odnotowuje się nagły wzrost młodych polskich zespołów, które wyraźnie (bądź mniej) mają coś do powiedzenia. Pomijając pokaźny wachlarz elektronicznych debiutantów, coraz silniejsza staje się opozycja solidnymi, nierzadko znerwicowanymi gitarami rozpychająca się na rynku. Wystarczy wspomnieć warszawiaków z Contra Contra czy Lora Lie – i o ile ci coraz bardziej świadomie przekuwają inspiracje na indywidualny styl – niekoniecznie to samo można by powiedzieć o nowych przedstawicielach krakowskiej sceny alternatywnej.

Debiutancki longplay Bubble Pie o urokliwym tytule “Bathroom Stories” to zlepek melancholijnego, dreampopowego wokalu z chropowatymi gitarami i sumienną, czasem nieco nużącą pracą perkusji. Nie ma tu żadnych innowacji, melodie kojarzą mi się trochę z We Call It a Sound, przy czym trio z Wolsztyna sprawniej radzi sobie z kompozycyjną różnorodnością. Na szczęście krakowianie nie silą się na udowadnianie czegokolwiek, brzmią bardziej jak kumple, którym wspólne granie sprawia wielką frajdę. Brakuje im wciąż lekkości i wyczucia, gdyż szeptany wokal Maćka Kozłowskiego nie zawsze współgra z chrobotliwymi gitarami podbitymi luźną, dynamiczną perkusją. Album ma jednak kawałki, które od razu wpadają w ucho i choć raczej nie zostaną w głowie słuchacza na dłużej, uprzyjemniają czas przynajmniej przez parę minut. Taki jest na przykład “Kennedy”, nonszalancko galopujący na weselszych, żywych gitarach. Przydałoby mu się jeszcze tylko jakieś szarpnięcie, może właśnie głośniejszy, mniej wycofany wokal. Z kolei to rozleniwienie doskonale pasuje do balladowego, nastrojowego “Away”, przy którym można się przyjemnie pobujać. Tu właśnie następuje rozdźwięk na LP – z jednej strony siermiężne gitary i ciężka atmosfera, z drugiej zaś mnóstwo uroku i ten młodzieńczy, beztroski wokal. Problem, z którym boryka się też debiut How How, jednakże “Flickers” to zgrabna oniryczność nieznacznie tylko mącona przez ambientowe inklinacje. Bubble Pie zaś gubią swą młodzieńczość opartą na bezpretensjonalnej perkusji i przestrzennych gitarach, ciągnięci w dół przez niepotrzebną, nagłą nerwicę (np. “Swing”, “Squeeze”) i wrażenie zadymionych pubów (“Scratch My Head”).

Na pierwszy odsłuch “Bathroom Stories” stają się boleśnie nużące, mimo przelotnych smaczków w postaci wspomnianego już “Away” czy urokliwego “All About”. Wrażenie ciężkości nie mija i przy kolejnych próbach wydobycia z tej muzyki czegoś, co pozwoliłoby wreszcie klasnąć w ręce. Kiedy przywołuję na myśl inne młode, polskie zespoły dzierżące gitary, Bubble Pie bledną przy nich, choć nie nikną całkowicie. Zbyt duszni (“Fresh Words” z zaskakująco niskim wokalem) pasują mi raczej do leniwych gawędziarzy z początku albumu, mając tak ujmujący głos, jaki posiada Maciek Kozłowski. Szkoda go tak ostentacyjnie w pełni nie wykorzystywać.

Nawet jeśli kolejny krążek będzie równie mało rewolucyjny, nadal krakowianie nie przestaną być jedną nogą w dekadenckich klimatach nie śpieszenia się nigdzie. Jednak warto, by ten spacer był częściej w lżejszych butach, kiedy za oknem świeci wiosenne słońce. Chłopcy z Arizony w końcu nie są tacy źli.

Monika Pomijan


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (12 głosów, średnio: 7,92 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.