26.09.2012 13:26

Autor: Tomek Milewski

Bob Dylan – “Tempest”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Bob Dylan – “Tempest”
Columbia Records/2012

Ta płyta nie jest zła, ale nie jest to jednak album, na który wszyscy czekają i jaki wypadałoby nagrać żywej legendzie muzyki.

Bob Dylan wchodząc w dwudziesty pierwszy wiek zaczął się ze swoją muzyką mocno szamotać. Na przekór swoich lat, próbował nagrywać płyty ostrzejsze, takie, które przywodziły na myśl bardzo późny kryzys wieku średniego. Kiedy koncepcja nie wypaliła, bądź artysta uznał, że teraz ma ochotę na co innego, Dylan złapał się za parafrazowanie świąt Bożego Narodzenia. Wyszło całkiem zabawnie, ale muzycznie ten twór kulał. Tak też jest niestety z najnowszym albumem “Tempest”. Jako tekściarz siedemdziesięciojednoletni songwriter pozostaje sobą, snując swoje amerykańskie opowieści. Poza tym jest topornie i nudno aczkolwiek w bardzo pogodny sposób.

Na płycie większość utworów przybiera zdecydowanie dłuższe formy. Singlowy “Duquesene Whistle” dobijający do sześciu minut jest jednym z krótszych. Mimo tego, że piosenka jest oparta na bardzo melodyjnym motywie jasnej strony bluesa, to przy tej długości i monotonności nawet może się znudzić. Kiedy więc dochodzi do takich potworów jak trzynastominutowy, tytułowy “Tempest”, nie jestem się w stanie skupić na fabule opartej na katastrofie Titanica, gdyż jedyne co chcę w danej chwili zrobić, to przejść do następnego kawałka. Dla urozmaicenia w “Early Roman Kings” do typowego bluesowego zagrania dodany jest akordeon. Emocje jak podczas zaparzania herbaty. Ascetyczny minimalizm w folku i bluesie jest na porządku dziennym, ale tu te parę akordów wychodzi naprawdę topornie. Do wyróżniających się utworów na płycie na pewno zaliczać się będzie, niespodziewanie dobry, “Tin Angel”. Opowiada on o zbiorowym samobójstwie, a muzycznie nawiązuje do tradycji wielkiego barda sprzed lat. Czy to głosem, czy subtelnie prowadzoną aranżacją. Jakby słuchanie nowego Dylana było samo w sobie za mało sentymentalne, ostatnia piosenka to swoisty hołd dla Johna Lennona.

Fanem muzyki Boba Dylana byłem odkąd pamiętam – zostałem wychowany na jego muzyce przez mojego tatę. Tym bardziej bolą mnie albumy takie jak “Tempest”, które nie są złe, ale odzierają artystę z pewnej boskości. Nie wiem, może wolałbym po prostu, aby Dylan starzał się tak jak cztery lata młodszy Neil Young?

Tomek Milewski


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (4 głosów, średnio: 7,25 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.