02.08.2011 10:05

Autor: Katarzyna Borowiec

Blue Sky Black Death – “Noir”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Blue Sky Black Death – “Noir”
Fake Four/2011

Kiedy piosenki idą do nieba.

Jak słychać na nowej płycie Łukasza Rostkowskiego, raper może sam stworzyć sobie podkład. Że samowystarczalny może być również producent, najlepiej udowodnił DJ Shadow albumem “Endtroducing…”. Blue Sky Black Death zaczynali od tradycyjnego hip-hopu. Do tej pory zresztą kolaborują z różnymi artystami, w tym z takimi sławami jak Holocaust (a.k.a Warcloud) czy Hell Razah. Obydwa albumy zostały wydane również w wersjach czysto instrumentalnych – na prośbę fanów. Duet producentów nagrywa bowiem również muzykę dla tych, którzy nie przepadają za rapem. Na taką różnorodność pozwolili sobie już na debiucie, “Heap of Broken Images” (2006, tytuł od T.S. Elliotta), składającym się z dwóch płyt: instrumentalnej i z gościnnym udziałem raperów.

To, co pozostaje po odjęciu partii nigga I can rap, to tak zwany hip-hop instrumentalny. Gatunek ekscytujący – gdzieś pomiędzy elektroniką, trip-hopem i kto wie, czym jeszcze. “Noir” to trzecia w bogatym dorobku Blue Sky Black Death płyta tego rodzaju, obok połowy debiutu i “Late Night Cinema” (2008), która ostatecznie przekonała (a przynajmniej powinna była) odbiorców o tym, że duet nie jest skrępowany powiązaniami z hardkorowym hip-hopem.

Nazwa projektu pochodzi ze slangu spadochroniarzy. Na początku mamy niebieskie niebo i ekstazę bujania w obłokach – migotliwe “Our Hearts of Ruin”, “Sleeping Children Are Still Flying“, “And Stars, Ringed” z rozmarzoną gitarą, łagodne smyczki i bujającą sekcję dętą w “To the Ends of the Earth”. Jednak już piąty kawałek to pożegnanie ze światem – czarna śmierć, uderzenie o ziemię. Smyczki nabierają niesamowicie rozpaczliwego charakteru, ten rys niepokoju i smutku będzie nam towarzyszył aż do końca albumu. Ale nastrój nie jest jednoznaczny i na przykład “Where Do We Go” zaczyna się smętną gitarą, a kończy radosnymi smyczkami. Właśnie – utwory na “Noir”, głównie cztero-pięcio minutowe, najczęściej przechodzą dyskretną metamorfozę: wchodzimy do i wychodzimy z dwóch różnych światów, a przemiana zachodzi zupełnie niepostrzeżenie. Najwyraźniej słychać to w “Starry” – w połowie utworu echo dziecięcych zabaw wprowadza gitary, jakich nie powstydziliby się Szkoci z Mogwai.

Splot sampli, z jakim mamy tu do czynienia, to prawdziwy majstersztyk. Przepiękną oprawę dostaje “Windmills of Your Mind” Dusty Springfield we wspomnianym “Farewell to Former World”. Wycinki spajają się tak zgrabnie, że momentami trudno uwierzyć, że są fragmentami innych piosenek (czasami zresztą nie są – za “dodatkowe kontrybucje muzyczne” na albumie odpowiada Raised by Wolves, na altówce gra Alexander Chen, użycza też wokali, podobnie jak Shaprece Renee i Rob Harris). Słychać różne rodzaje gitar, instrumenty dęte, mnogość wszelakich klawiszy, obfitość smyczków, dialogi filmowe; gdzieś pod wieloma warstwami w “Sky With Hand” można złowić szept. Wszystko na stosownym, elektronicznym bicie. To bogactwo pysznych dźwięków to nad-hip-hop, leżące gdzieś na przecięciu gatunków drzwi do magicznej krainy.

A dla tych, którzy uznają, że tempo “Noir” jest za szybkie, Taggart i Maguire nagrali “Noir + Violet”.

Katarzyna Borowiec


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (10 głosów, średnio: 8,00 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.