04.02.2014 11:31

Autor: Ewelina

Blossom – “The Longest Journey”

Kategorie: Albumy polskie, Recenzje

Wykonawcy:


Blossom – “The Longest Journey”
Project Mooncircle/2013

Narkotyczne działanie “zwielokrotnione przez wyobraźnię”.

Cieszy mnie to, że ta płyta została wydana właśnie w grudniu. Bardzo potrzebowałam takiego albumu. Szkoda tylko, że “The Longest Journey” nie została doceniona w podsumowaniach końcoworocznych i nie będzie kwalifikowała się do podsumowań roku 2014. Nie bardzo rozumiem, jaki był zamysł wytwórni i uważam, że takim posunięciem zrobiła tej płycie krzywdę (mimo tego, że materiał broni się sam, to zawsze potrzeba tej promocji i rozgłosu, tylko jak promować nowe wydawnictwo młodego artysty w gąszczu rocznych list?).

W kwietniu 2013 roku trafiłam na wideo, gdzie Blossom grał na żywo pewien, nieznany mi wcześniej, utwór (na płycie jest to “Pege”). To było jak strzał w głowę. Od tamtego momentu czekałam jak zaklęta na jego nowy krążek. Czy to czekanie się opłaciło?

Zdecydowanie tak. Z muzyką Czajewskiego jest tak, że albo można się w niej całkowicie zatracić, albo szukać czegoś innego… Producent tworzy utwory oderwane od rzeczywistości, pogrywające w tle jakby były stworzone do ścieżki dźwiękowej naszych myśli. Blossom zabiera nas w zakamarki downtempo z bogatym instrumentarium, w miejsca, gdzie bas elektryzuje, a “blaszaki” tworzą unikalną aurę.

Płytę rozpoczyna niepokojące “See the Light“, gdzie na pierwszy plan wysuwa się pianino. Powoli rozpoczynamy naszą 45-minutową podróż dookoła swoich myśli wśród dźwięków Czajewskiego. Kolejny utwór rozpoczyna się nieco synthowo; w “The Longest Journey” słyszymy ładnie prowadzony bas wśród glitchowych “przszkadzajek”. Jeszcze głębiej wchodzimy w ten nieznany świat przy kawałku “Dusk”, gdzie rapuje JEHST. W kawałku tym wszystko wręcz hipnotyzuje: od melancholijnego flow, przez piękną pętlę, do idealnie wyważonych smyczków. Przy “Lost Grounds” mamy do czynienia z subtelnym industrialem, który ciekawie zgrywa się z dźwiękami organów, a wszystko dopełnia delikatny bas. Jesteśmy już w połowie naszej podróży, a kolejnym utworem jest “Don’t Grow Up” z ambientowym tłem, lekko połamanym rytmem i saksofonem. Najciekawszy na krążku kawałek – “Pege” – jest przykładem wręcz idealnego połączenia sekcji rytmicznej z basem. W “Signs of a New Day” jest bardziej nu-jazzowo; to kolejny majstersztyk. “We Go” to dowód na to, że każda podróż może kiedyś znużyć; tutejszy beat sunie się, ociąga, jakby coraz bardziej zwalnia… Na koniec dostajemy jeszcze instrumentalną wersję kawałka “Dusk”.

Wszystkie utwory trwają około 5 minut. Ich długość nie męczy i pozwala na dobre zapoznanie się z poszczególnymi dźwiękami. Nowy album jest praktycznie pozbawiony sampli, muzyk niemal wszystko stworzył sam. Blossom dba o urozmaicenie. Spodziewałam się kopii “Blue Baloons“, a otrzymałam soczyste kawałki przepełnione melancholią. Krążek jest bardziej instrumentalny (do kilku kawałków dograł się saksofonista Aleksander Papierz) niż jego poprzednik, ale także zawiera więcej elementów ambientowych, a momentami nawet dronowych.

Producent zaczął swoją przygodę z “The Longest Journey” od interesującego podcastu o tym samym tytule (został przygotowany dla czytelników “Phono“). Czerpiąc inspiracje z tak wspaniałej muzyki, Blossom nie mógł stworzyć czegoś niewartego uwagi. Ciągle zastanawiam się jednak, jak po tych płodnych 2-3 latach Czajewski ma marne 800 lajków na fejsie… Warto zapoznać się z muzyką tego artysty.

Ewelina Malinowska


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (9 głosów, średnio: 8,33 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.