10.07.2013 08:12

Autor: Aneta Wieczorek

Black Sabbath – “13″

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Black Sabbath – “13″
Universal Republic/2013

Powrót sztukmistrzów!

Najpierw spojrzałam na okładkę płyty. Płonąca liczba “13″ na tle nocnego nieba i zarysów suchych drzew, pozbawionych liści. Potem, wraz z pierwszymi dźwiękami, przekroczyłam bramy do świata mroku i pozwoliłam by Książe Ciemności po raz kolejny mnie uwiódł…

A na koniec zamknęłam oczy i przypomniałam sobie cytat ze sztuki Williama Szekspira: Jak gdy Feniks, cudowny ptak, kona z popiołów, jego nowy wzlata dziedzic, równie cudowny, równie uwielbiany… (“Henryk VIII”, akt V, scena IV), bo tak jak mityczny Feniks – ptak o symbolice złożonej z przeciwieństw, spalał się w mistycznym ogniu na świętym ołtarzu, odradzał z popiołów następnego dnia i odlatywał na wiele lat, tak zespół Black Sabbath ponownie ożył w oryginalnym składzie (z 1968 roku), a swoją muzyką, wymykającą się poza ramy czasu, przypomniał i uświadomił w pełni, jaka potężna siła drzemie w legendarnym kwartecie z Birmingham.

Już na wstępie widać, że członkowie zespołu perfekcyjnie odrobili lekcję z kopiowania samych siebie, a to duży plus, gdyż po pierwsze spełnili oczekiwania tych, którzy spodziewali się poziomu sprzed lat, a po drugie – umiejętność bezbłędnego nawiązania do swoich korzeni i nagrania albumu utrzymanego w klimacie z przeszłości, przesiąkniętego własną twórczością, a jednocześnie brzmiącego “świeżo”, jest niewątpliwie godna uznania! Krążą opinie, że spora w tym zasługa Ricka Rubina uczestniczącego w procesie twórczym, jednak bez względu na to jak wielki był stopień zaangażowania wielkiego producenta, brzmienie materiału jest takie, jakie być powinno – wyraziste, mocne, przestrzenne, typowe dla Black Sabbath, mimo że Billa Warda zastąpił Brad Wilk (Rage Against The Machine).

Charakterystyczne, zdecydowane riffy (np. “Dear Father”) Iommiego, do tego akcenty klawiszowe (“Age of Reason”), liczne przejścia, pulsujący bas, dynamiczne bębny, niepokojący klimat, zmieniające się tempo, odrobina dramaturgii i intrygujący Ozzy, który śpiewa mniej lub bardziej agresywnie, mruczy, gra na harmonijce ustnej (przesiąknięty bluesowym klimatem “Damaged Soul”) i krótko mówiąc rozkochuje w sobie tak, jak 35 lat temu na “Never Say Die!”.

Jest też cała masa podobieństw: “Loner” przypomina swą konstrukcją “Sweet Leaf”, a brzmieniem “N.I.B”, “Live Forever” ma w sobie coś z “Children of the Grave”, klawisze momentami nawiązują do aranżacji z “Sabbath Bloody Sabbath” i “Vol.4″, “End of the Beginning” kojarzy się z “Dirty Women” i “Black Sabbath”, a mroczne “Zeitgeist” brzmi jak współczesna wersja “Planet Caravan”. Istotną rolę odgrywa również zakończenie albumu: odgłos nadchodzącej burzy, deszcz, piorun i bijący złowrogo dzwon – dokładnie tak samo rozpoczynał się pierwszy krążek Black Sabbath! Historia zatoczyła koło…

Aż trudno uwierzyć, że płyta nagrana na przekór przeciwnościom losu (choroby, kłótnie, konflikty, nieudany album “Forbidden” wydany w 1995 roku i równie nieudana próba reaktywacji w 1997 roku) i po tak długiej przerwie, może być tak perfekcyjna, autentyczna i hipnotyzująca, a w istocie jest! Wybitna w każdej sekundzie. Majestatyczna. Doceniam twórczość z okresu, gdy za mikrofonem stał Ronnie James Dio, ale to Książe Ciemności skradł moje serce i to dokonania grupy z jego udziałem, przemawiają do mnie i po prostu czarują moje zmysły…

Warto nadmienić, że do albumu w wersji “deluxe” dołączono krążek z trzema dodatkowymi, bonusowymi, rytmicznymi utworami: “Pariah”, “Methademic” i “Piece of Mind”. To kawałki utrzymane w stylistyce podobnej do kompozycji zawartych na solowych płytach Ozziego. Stanowią doskonałe dopełnienie wydawnictwa.

Panowie z Birmingham są prawdziwymi sztukmistrzami, stworzyli dźwięki, dzięki którym ich muzyka na zawsze pozostanie nieśmiertelna. Jak feniks… I choć czas będzie biegł do przodu, pojawią się zmiany, różne style czy nowe gatunki, Black Sabbath zawsze będzie inspirować, zachwycać i idealnie trafiać w każdą epokę, niezależnie od ustalonych kanonów i panujących “trendów”. Ten zespół nigdy się nie zestarzeje, po prostu. “13″ jest tego dowodem.

Aneta Wieczorek


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (19 głosów, średnio: 8,53 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.