18.11.2011 07:30

Autor: Michał Stępniak

Björk – “Biophilia”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Björk - “Biophilia”
Nonesuch/2011

Czy tu chodzi jeszcze o muzykę?

Podobno otwarty został nowy rozdział w historii muzyki, a album Björk ma być tego namacalnym dowodem. Próbowałem na różne sposoby dowiedzieć się, co też fajnego jest w multimedialności “Biophilii”, ale żaden z filmików czy artykułów mnie nie przekonał. Na własną rękę nie byłem w stanie się dowiedzieć, bo po prostu zdecydowanie bliżej mi do dziadka z rysunku Andrzeja Mleczki mówiącego: ajpod srajpod niż do wielbiciela nowinek technologicznych. Dla obowiązku napiszę tylko, że oprócz dziesięciu nowych piosenek islandzkiej piosenkarki, otrzymujemy tutaj aplikacje na iPada, wizualizacje i jeszcze jakieś inne nikomu niepotrzebne rzeczy. Steve Jobs byłby dumny. Ja natomiast jestem raczej przerażony i liczę, że za przykładem nie pójdą inni. Odnoszę bowiem wrażenie, że przy okazji odkrywania nowych przestrzeni, Björk skutecznie odwraca uwagę od najważniejszej sprawy, czyli muzyki. Kłopotu by nie było, gdyby dźwięki potrafiły się obronić same. Prawda jest taka, że w mojej opinii “Biophilia” to bardzo średni album, który wśród dokonań artystki należałoby umieścić niemal na szarym końcu (gorsza była chyba tylko “Volta”).

Björk jest dziś piosenkarką nudną i chyba już wyraźnie zmęczoną. Muzycznie nie proponuje zupełnie nic nowego. Wszystkie chwyty zostały już sprawdzone na poprzednich albumach i najwyraźniej islandzka piosenkarka postanowiła je streścić. Efekt momentami jest, delikatnie pisząc, niezadowalający. Doskonale rozumiem, że Björk nie chce już nagrywać przebojów i ponad wszystko na świecie kocha eksperymentowanie swoim głosem. Zagorzały fan to kupi, ja już nie. Nie podnieca mnie zupełnie fakt, że na potrzeby “Biophilii” zaprojektowano specjalne instrumenty. Powtarzanie nawet najdziwniejszych patentów w pewnym momencie staje się przecież irytujące. Idźmy dalej. Skrajny minimalizm może i ma swoje zalety, ale jeśli doskonale zdajemy sobie sprawę, że bywał już na zdecydowanie wyższym poziomie, to trudno zachwycać się byle czym. Mnie nie wystarczy, że to Björk.

Po wielokrotnym przesłuchaniu “Biophilii” w głowie właściwie pozostały mi dwa utwory. Singlowy “Crystalline” urzeka nastrojowością i ciekawie wykorzystaną elektroniką w końcówce. Miła to odmiana w muzycznym świecie pełnym świątecznych dzwoneczków, harf i kościelnych organów. Dużym osiągnięciem jest najbardziej melodyjna piosenka w zestawie, czyli “Cosmogony”. Pozostałe utwory niczym się nie wyróżniają, bo to jęczenie (sorki) z plumkaniem w tle przestało się sprawdzać. Trochę też śmieszy fakt, że ekspresja ma tutaj wiele wspólnego z banałem – liryki są przecież nieprawdopodobnie durne. Podobno miał to być naukowy musical. Zadaję sobie pytanie – po co to wszystko? Po co to silenie się na innowacje, dorabianie ideologii? Nie można było po prostu zacząć od nagrania dobrej płyty?

Dziś mogę się założyć, że duża część osób pojawi się na open’erowym koncercie Björk nie po to, by zobaczyć koncert, ale show. Ważniejsza od formy wokalnej będzie dla nich sukienka, w jakiej wystąpi na scenie Islandka. Björk sama sobie jest winna. When the music’s over /Turn out the lights.

Michał Stępniak


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (22 głosów, średnio: 6,86 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.