08.09.2015 14:38

Autor: Michał Stępniak

Beach House – “Depression Cherry”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Beach House – “Depression Cherry”
Bella Union/Mistletone/Sub Pop/2015

Piękne rozczarowanie.

Mimo że w przypadku Beach House inspiracje są oczywiste (My Bloody Valentine, Cocteau Twins czy Slowdive), to pomylić zespół z jakimkolwiek innym wydaje się niemożliwością. Ze wzorami łączy ich między innymi fakt, że albumy czy koncerty skutecznie utrudniają powrót do rzeczywistości, a ciarki na plecach są naturalną reakcją. Układając laurkę można jeszcze dodać, że dwie poprzednie płyty, czyli “Teen Dream” i “Bloom” (recenzja), bywają zaliczane do “arcydzieł” (np. przeze mnie). Nie może więc dziwić, że oczekiwania wobec piątego albumu duetu były przeogromne. Niestety, Victoria Legrand i Alex Scally raczej nie wybrali odpowiedniej drogi, a całkowite zignorowanie komercyjnego kontekstu nie do końca wyszło im na dobre, podobnie rezygnacja i obrażenie się na muzykę pop. “Piękno” jest nadal jednym z najlepszych określeń, jakie przychodzą na myśl, ale niedosyt pozostaje. Zatracić się w tej muzyce jest już bowiem znacznie trudniej.

Beach House na najnowszej płycie wykonują pewien krok do tyłu. Na swoich dwóch pierwszych albumach stawiali na minimalizm, by później rozszerzać nieco używane środki. W ten sposób proponowali więcej melodii, więcej emocji, więcej uniesień. Na piątej płycie powracają niejako do punktu wyjścia. Ktoś, kto tęsknił za początkami Beach House, może więc poczuć się jak w domu. Psychofani “trójki” i “czwórki” mogą natomiast mieć problem czy też nawet zarzucać Victorii i Aleksowi wybieranie zbyt prostych rozwiązań. Szukając pozytywów nieustannie na myśl przychodzą rozmaite “ale”. Oto przykładowo melodie wprawdzie się pojawiają, ale nie chwytają za gardło w takim stopniu, jak miało to miejsce przy okazji  ”Myth” czy “Norway”.  Na “Depression Cherry” wszechobecny staje się natomiast wokal, niewątpliwie piękny, ale piękno też trzeba potrafić dawkować i budować wokół niego urzekającą otoczkę, a tutaj jest z tym kłopot. Album posiada wybijające się momenty, ale kolejny problem polega na tym, iż więcej można wskazać fragmentów, które zlewają się w jedno sprawiając, że niejednokrotnie doskwierająca staje się monotonia (wystarczy wsłuchać się choć przez chwilę w automat perkusyjny). Pewne smaczki da się odkryć przy kolejnych przesłuchaniach, ale nie należą one do takich, które sprawiają, że usta same się otwierają z zachwytu. Nie ma też na “Depression Cherry” utworu, który pragnęłoby się włączyć przed pójściem spać czy od razu po przebudzeniu (najbliżej tego jest “Space Song”).

Fakt, jest to album, który pewnie zachwyci wielu słuchaczy i tego typu reakcja raczej mnie nie zszokuje. Osobom, które dopiero będą odkrywać zespół zazdroszczę, choć wydaje mi się, że zaczynanie znajomości od “Depression Cherry” nie będzie aż tak wielkim przeżyciem. Być może jednak jest tak, że spędziłem zbyt wiele pięknych chwil przy “Teen Dream” czy “Bloom” i uodporniłem się lub też nie jestem w stanie zrozumieć, że można inaczej, oszczędniej, nie tak emocjonalnie. Po kilkakrotnym przesłuchaniu “Depression Cherry” nieco wynudzony zapragnąłem powrócić do “Bloom”. Chyba nie powinno to tak wyglądać…

Michał Stępniak


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (12 głosów, średnio: 6,75 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.