02.10.2011 08:19

Autor: Krzysztof Kowalczyk

Battles – “Gloss Drop”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Battles – “Gloss Drop”
Warp/2011

Gdzie jeden odchodzi, tam trzech kombinuje.

Ta recenzja mogłaby się ukazać cztery miesiące temu, tuż po premierze płyty. Ale nie musiała, bowiem im dłużej słucham tego albumu, tym większej wartości nabiera on w moich oczach. Nie jest to dzieło na miarę rewelacyjnego debiutu i z pewnością mamy do czynienia z Frankensteinem, z bardzo wyraźnie widocznymi szwami pomiędzy tworzącymi go elementami – sami muzycy w wywiadach przyznają, że pracowali osobno nad pomysłami, a następnie je konfrontowali. Ale Jezu, jak ten Frankenstein potrafi zagrać i popłynąć!

Owe szwy dobrze widać na przykładzie otwierającego krążek “Afircastel”: miesza się tutaj math-rock z afrobeatem, a pojedynczych fraz gitar i repetycji bardziej spodziewałbym się po Oneidzie. W podobnym stylu utrzymane są “Futura” i “Wall Streeet”. Numery instrumentalne trzymają więc poziom, choć prawdziwego blasku “Gloss Drop” nabiera w przyjaźniejszej, piosenkowej formie.

Singlowe “Ice Cream” z wokalem Matiasa Aguayo z początku wydawało mi się zbyt pstrokate, ale w kontekście całej płyty nieźle sprawdza się jako lżejszy kontrapunkt dla pozostałych kawałków. Po prostu wybranie go na pierwszego singla było mało reprezentatywne i niefortunne. Pozostałe trzy utwory z udziałem gości są fantastyczne. Mroczne “My Machines” w wykonaniu Gary’ego Numana to kawałek świetnego, motorycznego grania, które w drugiej części zostaje złamane klawiszami kojarzącymi się z horrorami klasy “z”. Jeśli chodzi o “Sweetie & Shag” – największy “przebój” na płycie – to trudno mi sobie wyobrazić, by ktokolwiek mógł lepiej do niego pasować, niż Kazu Makino (Blonde Redhead) ze swoim onirycznym głosem.  A “Sundome” z Yamantaka Eye z Boredoms to z kolei czysty strumień świadomości, elegancko domykający album.

Niesprawiedliwe jest postrzegać “Gloss Drop” jedynie przez pryzmat odejścia Tyondaia Braxtona. Chłopaki poszli swoją drogą, skręcając nieco w stronę popu, i wyszło im to na dobre. Osobą wiodącą prym na drugiej płycie Battles jest perkusista John Stanier, choć nie od razu wydaje się to oczywiste. To on spowodował, że afrobeatowe partie keyboardów Iana Williamsa mają sens, nadając im odpowiedni puls; to on sprawia, że “Afircastel” pędzi jak szalone. I mimo że granie na żywo bez czwartej pary rąk cały czas nastręcza muzykom problemy, sądzę, że jest tylko kwestią czasu, zanim zespół całkowicie odnajdzie się jako trio. Pomysłowość zawarta na “Gloss Drop” jest na to najlepszym dowodem.

Krzysztof Kowalczyk


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (11 głosów, średnio: 7,00 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.