18.09.2014 09:00

Autor: Michał Stępniak

Banks – “Goddess”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Banks - “Goddess”
Harvest/2014

Do ideału brakuje.

Na bank zagra Banks - w ten lub w bardzo podobny sposób Mikołaj Ziółkowski zapowiadał występ artystki na tegorocznym Open’erze. Działo się to w marcu i wówczas była ona kolejną wielką nadzieją, o której mówiło się, że może szybko zacząć zdobywać szczyty, dla większości niedostępne. Tylko tych rzekomych objawień w ostatnich miesiącach namnożyło się tyle, że slogany układane przez krytyków mogły wzbudzać słuszną podejrzliwość. Banks, obok wsparcia ze strony innych artystów (The Weeknd, Ellie Goulding) czy wykreowania ciekawego image’u, miała jednak przede wszystkim atut w postaci doskonałych singli, co pozwalało sądzić, iż może czekać nas naprawdę coś wielkiego. Płyta w końcu pojawiła się na rynku. Zawodu nie ma, ale niedosyt jest równie uprawnioną reakcją.

Na “Goddess” Banks podąża ścieżką uczęszczaną już przez wiele innych wokalistek (Jessie Ware, FKA twigs) i tworzy nowoczesny pop, łączący w sobie brzmienia elektroniczne z soulem czy r&b. Mroczny, nostalgiczny, ale i przy okazji nieco wtórny. Artystka stara się bowiem być zarazem i subtelna, jak i modna. W osiągnięciu celu pomogli jej m.in. SOHN, Shlohmo czy Lil Silva. Tego typu mieszanka dość szybko rodzi pytanie: czy Banks lepiej sprawdza się w utworach, gdzie towarzyszy jej prosty podkład (“You Should Know Where I’m Coming From”, “Someone New“) czy kiedy melodia staje się nieco bardziej sprzyjająca podrygom? Zbliżałbym się ku drugiemu rozwiązaniu, bo właśnie w takich utworach jak “Drowning“, “Beggin For Thread”, “Warm Water” tkwi to “coś”, co urzeka i wyróżnia.

Niby nic nadzwyczajnego tutaj nie ma, niby wszystko wydaje się niezwykle przewidywalne, ale w kilku momentach zachwyty stają się dla mnie zrozumiałe. Z przesadnie pozytywnie nacechowanymi przymiotnikami bym się jednak wstrzymał.  Dla dużej części odbiorców płyta nie przyniesie bowiem żadnych niespodzianek, gdyż jej spore fragmenty były już doskonale znane z EP-ek “Fall Over” i “London” (recenzje) czy singli, a nowe utwory w większości nie dorównują poziomem i sprawiają niekiedy wrażenie “wypełniaczy”. Kolejny problem polega na tym, że “Goddess” to jedna z tych płyt, w których tematem wiodącym jest nieodwzajemniona miłość, ale należy ją zaliczyć do grona albumów, gdzie na warstwę liryczną lepiej zarzucić zasłonę milczenia, bo nadmiar banałów niekiedy kłuje w uszy.

Banks w debiucie zawarła wszystko to, co tkwiło w niej przez lata i w rezultacie otrzymaliśmy materiał nieco nierówny. Teraz należałoby oczekiwać więcej i to jak najszybciej. Z tytułem albumu artystka nieco przesadziła, bo do “bogini” jej jeszcze brakuje, ale kiedy śpiewa: I think I may love you, if you give me some time, to zastanawiam, czy nie chciałbym jej powiedzieć tego samego. Może następnym razem.

Michał Stępniak


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (12 głosów, średnio: 7,83 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.