Bałtyk dookoła świata

Organizatorzy gdyńskiego  festiwalu poszli w jakość, a nie ilość.

Do tej pory na gdyńskiej Globaltice byłem tylko raz, w 2009 roku. Tamta edycja była wyjątkowa, pomysł na festiwal był inny niż zwykle ? zamiast muzyki etnicznej, przegląd muzyki alternatywnej i kilku wykonawców muzyki world (tak ją nazwijmy). Od następnego roku Globaltica wróciła do korzeni i znów skupiła się na muzyce “niezachodniej”.  Tak było i w tym roku, w ciągu trzech dni wystąpiła 10 wykonawców z 4 kontynentów.

Europę reprezentowali Besh o Drom, Bubliczki, Svjata Vatra i Perunika Trio. Pierwsza dwójka, odpowiednio Węgrzy i Polacy, postawiła na twórcze wykorzystanie muzyki bałkańskiej. Besh o Drom dodają do niej elementy jazzu, elektroniki, cygańszczyzny, a nawet punk rocka. Całość wypadła naprawdę frapująco i porywająco. Podobne wrażenie zostawili po sobie Kaszubi, którzy zagrali chyba najdłuższy koncert festiwalu. W swojej muzyce na bałkańską modłę przerabiają pieśni ze swojego regionu. Na koncercie postawili również na klasyki z byłej Jugosławii i wypadły one naprawdę świetnie. Natomiast mieszane uczucia mam w stosunku do występu ukraińsko-estońskiego Svjata Vatra. Śwęty ogień porwał prawie wszystkich dzięki charyzmatycznemu wokaliście, bylemu liderowi ukraińskich Haydamaków, który w pewnym momencie zszedł do publiczności i wcielił się w nauczyciela tradycyjnych tańców. Dlaczego więc mam mieszane uczucia? Ponieważ muzyka była dość przaśna i show trochę festyniarski. Zupełnie inaczej wypadły Bułgarki z Peruniki Trio. Ich niedzielny koncert na scenie letniej Teatru Miejskiego na plaży w Orłowie to zdecydowanie najwspanialszy występ festiwalu. Stare bułgarskie i serbskie pieśni, trzy piękne głosy w otoczeniu morza ? to nie mogło nie zadziałać.

Z Afryki przyjechała trójka wykonawców, z których największe wrażenie zrobili na mnie Tuaregowie z Kel Assouf. Gitarami elektrycznymi stworzyli obraz pustyni, swojego domu. Było to przeżycie naprawdę mistyczne, jak zwykle w przypadku muzyki Tuaregów. Legendarny Bonga, niestety nie porwał mnie, a bardzo liczyłem na jego koncert. Kilema odwrotnie, nie spodziewałem się niczego specjalnego, a dostałem pełnię madagaskarskiego słońca i radości. Za to odwdzięczyła się mu publiczność, licznie i głośno uczestnicząc w dźwiękowych zabawach.

Azja to dwa zespoły, dobrze oddające kulturowe zróżnicowanie największego kontynentu. Mongolsko-irańska Sedaa zaprezentowała muzykę stepu ze śpiewem gardłowym na czele. Choć grali na tradycyjnych instrumentach, blisko im było do bluesa. To chyba najbardziej plastyczny koncert festiwalu, wystarczyło tylko zamknąć oczy, by poczuć się niczym Czyngis Chan przemierzający step na koniu. Bardzo pomagała w tym dynamiczna muzyka. Indyjski Dhoad przeniósł publiczność zgromadzoną na plaży do indyjskiej świątyni i wprowadził ją w trans. I wreszcie Ameryka, czyli Juan de Marcos Afro-Cuban All Stars. Nazwa mówi wszystko: Kuba, Buena Vista Social Club, klasa sama w sobie.

Tegoroczna edycja Globaltiki była sukcesem frekwencyjnym, a festiwal konsekwentnie buduje swój wizerunek jako festiwalu dla każdego, od rodziców z dziecmi przez zapaleńców muzyki etnicznej po osoby starsze, których nie brakowało w parku Kolibki. Do tego dodajemy naprawdę mocny Line up i wychodzi nam najlepszy sposób na spędzenie ostatniego weekendu lipca.

Michał Wieczorek




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.