16.05.2012 07:28

Autor: Łukasz Stasiełowicz

BaBu Król – “Sted”

Kategorie: Albumy polskie, Recenzje

Wykonawcy: | |


BaBu Król – “Sted”
Zły pies/2012

Poezja jako coś przebojowego w XXI wieku? Czemu nie…

Być może niektórzy dostrzegli już w mediach brak konsekwencji w sposobie pisania nazwy zespołu; BaBu vs Babu. Wariant z dwoma dużymi literami jest wskazówką w kontekście poszukiwania genezy nazwy projektu, natomiast wersja z jedną dużą literką troszkę zbija nas z tropu. Do rzeczy: Ba(jzel)Bu(dyń). Za tym akronimem kryją się pseudonimy dwóch popularnych, jak na polski alternatywny światek, muzyków. Bajzel dał się już wielokrotnie poznać jako urzeczywistnienie konceptu człowieka orkiestry, a Budyń to charyzmatyczny lider Pogodno – zespołu, w którym udziela się także, od jakiegoś czasu, pierwszy z wymienionych artystów. Tytuł omawianego tutaj albumu jest, jak się już można łatwo domyślić, również akronimem. Bez przeciągania: chodzi o Stachurę Edwarda. Podejrzewam, iż nie potrzeba jeszcze przybliżać jego sylwetki. Starsi albo pamiętają go, albo pamiętają modę na niego. Natomiast młodsi spotykają się z jego twórczością na przynajmniej jednym szczeblu edukacyjnym i… we współczesnych piosenkach (Stare Dobre Małżeństwo, Hey i inni).

Co prawda w tym roku sięgnąłem po “Siekierezadę”, ale nie czyni mnie to ekspertem w analizowaniu tekstów Stachury. Zajmowanie się warstwą liryczną albumu zostawiam więc bardziej kompetentnym. Odniosę się natomiast do wokalnej interpretacji wierszów dokonanej przez Budynia. Dla części polonistów, lub ogólnie fanatyków poezji, kontakt z tym albumem może skończyć się szokiem. Z drugiej strony osoby znające któreś z artystycznych wcieleń Jacka Szymkiewicza nie powinny być zaskoczone – głos przepełniony jest bowiem emocjami. W tym konkretnym przypadku mnie to ujmuje. Wielu aktorów mogłoby się nauczyć z poszczególnych próbek wokalnych czym jest różnorodna prozodia. Aczkolwiek pewnie pojawią się i zarzuty nadmiernej egzaltacji wokalisty.

Jeżeli ktoś odniósł wrażenie, iż poprzednimi akapitami, starałem się odwrócić uwagę od – rzekomo słabej jakościowo – instrumentalnej treści, to niestety wpuściłem ją/go w maliny. Wspominałem dotąd o innych aspektach tylko po to, by choć trochę przybliżyć czytelnikom z jak bardzo kompletnym albumem mamy do czynienia. Teksty, symbolika (okładkowy piktogram, teledyskowa charakteryzacja oraz tańce) i wreszcie różnorodna struktura poszczególnych kompozycji – istne tsunami bodźców.

Nasza podróż rozpoczyna się od dobrego enigmatycznego utworu (“Próba wniebowstąpienia”). Dobrego, ponieważ nie zdradza co rzeczywiście kryje się na krążku, a wszelkie pierwsze impresje są szybko weryfikowane w miarę dalszej wędrówki. W kolejnych kawałkach poraża mnogość stylów i muzycznych odwołań. W trakcie pierwszego odsłuchiwania płyty zdziwiłem się, kiedy spojrzałem na playlistę i zdałem sobie sprawę, iż to dopiero połowa wycieczki. Nie, to nie kwestia monotonii. Wręcz przeciwnie – tyle instrumentalnych niespodzianek można najczęściej spotkać w przekroju całego albumu, lecz nie w połowie. “Sted” to bogactwo dźwięków, gdzie inkrustacje czają się w każdym kącie. Często stosowane są przejścia, które stwarzają wrażenie, że mamy do czynienia już z zupełnie innym utworem, ale kiedy zerkniemy na odtwarzacz okazuje się, że to po prostu duet odleciał. Skoro jednak niektóre kompozycje trwają 5-7 minut to takie odloty są jak najbardziej zrozumiałe.

Kilka przykładów na potwierdzenie wspomnianej różnorodności: “Bójka w L.” stwarza atmosferę Dzikiego Zachodu, w czym wydatnie pomaga harmonijka. “Nie brookliński most” czy “Niemowa” generują natomiast asocjacje orientalne, przenosimy się na Bliski Wschód. W pierwszym z wymienionych kawałków kwintesencją tej egzotyczności jest dialog, jaki Jacek Szymkiewicz prowadzi z gitarą, choć chyba zamiast dialog powinienem napisać wzajemne przekrzykiwanie się. Uwagę przykuwa także utwór “Boska akademia”, wyróżniają się wyrazisty bas, klaskanie (bardzo bajzlowe) i instrumenty dęte. W tle mamy dodatkowe ścieżki wokalne; tekst wypowiadany w inny sposób niż przez głównego Budynia – ciszej/głośniej, wolniej/szybciej. W głowie zostają także wielokrotnie powtarzane, w pewnym momencie, zdania: Tylko dlaczego tak jest o bogowie / Tylko dlaczego tak jest. Trudno nie włączyć się do tego rytmicznego skandowania.

Pięknie brzmi kawałek “Jak”, gdzie wokalistę trochę ponosi, ale emocje odbiera się jako autentyczne. Ujęte to jest w ascetycznej scenerii (niskie tony gitary basowej, perkusja), co cudownie kontrastuje z egzaltacją. Oczywiście instrumentalna atmosfera po chwili przestaje być taka ascetyczna bo dołączają inne instrumenty. Później jeszcze piosenka “Co noc” urzeka agresywną intonacją i rytmem. Na koniec pozostawiono przebojowy utwór “Biała lokomotywa”, gdzie chyba najłatwiej, bez znajomości albumowego kontekstu, poprawnie powiedzieć kto za tym wszystkim stoi.

Amalgamat budyniowo-bajzlowy jest przepyszny. Można by się rozwodzić, jaki był dokładnie podział ról w poszczególnych kompozycjach, ale konsumentowi do szczęścia wystarczy dobry smak, znajomość proporcji jest niepotrzebna. Prywatnie poezja jest dla mnie często zbyt oderwana od rzeczywistości, tj. empirycznie fałszywa, ale podana w takiej postaci jak “Sted” ma zarezerwowane miejsce w osobistym rankingu najlepszych płyt roku.

Łukasz Stasiełowicz


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (16 głosów, średnio: 7,94 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.