21.03.2013 10:00

Autor: Monika Pomijan

Autre Ne Veut – “Anxiety”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Autre Ne Veut – “Anxiety”
Mexican Summer, Software/2013

Dyskotekowa błyskotka zamiast angażującego emocjonalnie niepokoju.

Podczas słuchania muzyki Arthura Ashina nie bez powodu nasuwa się skojarzenie z twórczością How To Dress Well, gdyż obaj artyści zredefiniowali r’n'b, ubogacając ten gatunek o zdehumanizowaną elektronikę i zimną poetykę lo-fi. Przy czym Tom Krell faktycznie postawił sobie za cel możliwie jak najmocniej nacechować swoją twórczość wycofaną zmysłowością, konstruując melodie bardzo matematyczne, choć pełne wrażliwości. Autre Ne Veut buduje już zupełnie inny klimat – przynajmniej na swoim drugim albumie. Self-titled debiut był dużo bliższy muzyce HTDW ze swoim niepokojem, zróżnicowaniem i konsekwentnie strukturalnym eksperymentowaniem z aranżami. “Anxiety” to już niepokój bardziej z nazwy, aniżeli brzmienia.

Autre Ne Veut poszedł w kierunku popu i melodyjności swoich kawałków, tworząc piosenki dużo bardziej chwytliwe, niemalże parkietowe. W singlowym “Play By Play” pobrzmiewa gdzieś Jamie Woon i lata 80., trudno mu więc odmówić uwodzicielskiej siły. Rozbudowane efekty i chórki w drugiej części czynią zeń prawdziwy hit, który potem długi czas nuci się pod nosem. Ta niemal dyskotekowa aura utrzymuje się przez większość albumu, wystarczy włączyć choćby kolejne na płycie “Counting” (chyba zresztą jej najmocniejszy punkt), przenoszące trzy dekady wstecz i mocno przypominające zeszłoroczny album Twin Shadow. Ta analogia towarzyszy słuchaniu całego “Anxiety”, jego miejscami wręcz synth-popowe brzmienie szybko zaczyna nużyć, gdyż z kawałka na kawałek Ashin traci pomysły na ciekawe aranże. Tak jak debiut zachwycał, tak tutaj mamy do czynienia ze znanymi patentami po prostu w nieco innym rozłożeniu. Pozytywnym zaskoczeniem okazują się natomiast bardziej wyciszone kawałki, niesilące się na przesadne eksperymentowanie z brzmieniem. “A Lie” z łatwością hipnotyzuje falsetowym wokalem Ashina i prostym beatem, przestrzenne “Gonna Die” to przejmująca ballada rodem z lat 80., którą równie dobrze mogliby napisać Pet Shop Boys, a “Don’t Ever Look Back” to praca domowa z kolegi Krella, rozwinięta o wspaniale zaaranżowaną partię gitary elektronicznej.

Jako całość “Anxiety” wypada spójnie i chwytliwie, bo choć opatrzyły się już niektóre rozwiązania, tęsknota za latami 80. też już nie jest żadną nowością, to jest to nadal jeden z lepszych albumów w tej stylistyce. Niepokoju jednak jest w nim niewiele, a szkoda, bo gdyby nie był w większości tak parkietowy, znalazłoby się na nim więcej godnych uwagi emocji.

Monika Pomijan


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (7 głosów, średnio: 6,57 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.