04.09.2013 07:56

Autor: Michał Stępniak

Austra – “Olympia”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Austra - “Olympia”
Domino/2013

Oczekiwania raczej spełnione.

Co się zmieniło u Kanadyjczyków od 2011 roku, kiedy na świecie pojawiła się debiutancka płyta “Feel It Break“? Wiele rzeczy. Przede wszystkim skład zespołu stopniowo się rozrastał i w konsekwencji zamiast trzech osób na scenie mamy ich teraz sześć. Podczas gdy pierwsza płyta miała charakter niemal solowej produkcji, tym razem liderka, Katie Stelmanis, dostarczyła pozostałym członkom szkice utworów i wspólnie pracowali nad ich rozbudową. Zamiast rządów silnej ręki – demokracja. Komputer również poszedł nieco w odstawkę, ustępując miejsca żywym instrumentom. Na szczęście nie wpłynęło to za bardzo na oblicze zespołu i gigantycznej rewolucji brzmieniowej tutaj nie odnotujemy. Można wprawdzie mówić o tym, że “Olympia” jest albumem nieco dojrzalszym, być może bardziej profesjonalnym, rozbudowanym kompozycyjnie, ale i tak najważniejsze pytanie brzmi: “czy lepszym?”.

W wielu miejscach można natknąć się na informację, że “Olympia” nadaje się idealnie do tańczenia. Być może, ale w żaden sposób nie można sobie wyobrazić, iż byłby to taniec radosny, w letniej odmianie, pełnej gibania i wymachiwania rękoma (choć są jednostki co i przy ambiencie kręcą się na głowie). Zdecydowanie bardziej pasuje tutaj stwierdzenie mówiące o tym, że album sprawdziłby się na afterparty, w czasie którego tuż przed wschodem słońca przeżywa się zmarnowane szanse, walczy ze snem czy szuka pionu.

Stylistycznie “Olympia” to ciągle kolejna wersja inspiracji synth – popem. Nie ma co ukrywać, że zespół już dawno zaginąłby w tłumie podobnych do siebie projektów, gdyby nie wokal Katie Stelmanis. Rozpływanie się nad jego zaletami i przywoływanie miliony razy powtarzanych informacji na temat jej przygotowania operowego jest niezwykle nudne, ale warto zauważyć, iż śpiew w przeciwieństwie do debiutu zdecydowanie mniej monotonny się wydaje. Stelmanis proponuje znacznie szerszą paletę emocji. Niewątpliwym atutem stają się również ciekawe chórki (“Painful  Like”). Wszystko to jednak prowadzi do stwierdzenia, iż głos Katie w wielu momentach ratuje kompozycje, w których zdecydowano się na wybranie nudnych czy najłatwiejszych rozwiązań. Większa część utworów została złożona według ustalonego klucza – trochę smutku i trochę ożywienia. Takie gwałtowne zmiany temperatur niekiedy bywają szokujące. Największy kłopot polega  jednak na tym, że “Olympia” jest strasznie nierówna. Mamy bowiem kilka utworów, które zdecydowanie wybijają się ponad poziom. Gdyby stworzyć listę momentów 2013 roku, to fragment z “Home”:  You know it hurts me when you stay away all night okupowałby u mnie podium, bo wrzyna się w głowę potwornie i wielokrotnie nie pozwalał zasnąć. Podobnie jest z “We Become” czy “Hurt Me Now”. Pojawiają się jednak też utwory, które w tej głowie usiąść nie mogą i szybko się o nich zapomina. Niby rzecz to spotykana nader często, ale tutaj te różnice są dość radykalne. Kiedy po przepięknym “Painful Like”, pojawia się nieco nijakie “Sleep” – troszkę to irytuje.

Pewną zmianą w porównaniu z debiutem jest warstwa liryczna. Katie w czasie nagrywania “Feel It Break” twierdziła, że słowa w piosence są w zasadzie nieistotne i nigdy nie zwraca na nie uwagi. Dało się to usłyszeć. Teraz jednak zauważyła, że warto zaśpiewać o “czymś”. W konsekwencji zdecydowała się  otworzyć i opowiedzieć o problemach związanych z takim uczuciem jak miłość. Wyszło to nawet ładnie. Zdarzają się jej wprawdzie banały w stylu: You changed my life / For the best, ale zaśpiewane są w taki sposób, że nie zwraca się zupełnie na nadmierną prostotę uwagi, a obok takich fragmentów jak What do I have to do to make you forgive me? nie sposób przejść obojętnie.

Wydaje się, że gdyby zespół jeszcze chwilkę poczekał, podłubał, popróbował, to otrzymalibyśmy produkt wręcz idealny. W rezultacie mamy do czynienia z płytą solidną, do której chętnie się wraca, ale na rocznych podsumowaniach trudno ją będzie odnaleźć. Kolejnego kroku Austry należy wypatrywać z wielką nadzieją, bo istnieje sporo przesłanek pozwalających stwierdzić, że to będzie naprawdę “coś”. Tylko niech już nie rozbudowują lepiej składu i pamiętają, że smutne piosenki są zdecydowanie piękniejsze niż wesołe.

Michał Stępniak


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (11 głosów, średnio: 8,09 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.