24.05.2013 07:00

Autor: Szymon

Atlas Genius – “When It Was Now”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Atlas Genius – “When It Was Now”
Warner Bros. Records/2013

Naszyjnik z…

Są trzy rodzaje debiutanckich albumów. Po pierwsze takie, które przechodzą bez echa i po prostu o nich szybko zapominamy. Po drugie: albumy idealne, po których artystom nie zostaje już wiele do powiedzenia. Wreszcie są i takie, którym czegoś brakuje, ale potrafią nas zaintrygować, co więcej, wydaje się, że po małym liftingu producenckim płyta mogłaby stać się o wiele lepszą.

Album “When it Was Now” Australijczyków z Atlas Genius zaliczyć można właśnie do ostatniej z wymienionych grup. Mam wrażenie, że w naszyjniku utworów znajduje się kilka prawdziwych pereł, a pozostałe są tylko ładnie połyskującymi podróbkami.

Ekspertyzę zaczynam od numeru “Electric”. Z pewnością prądu w nim nie brakuje, szczególnie w zapętlających się refrenach. Natomiast w poszczególnych zwrotkach występują drobne skoki napięcia i lekkie zgrzyty. Duże nasycenie kawałka rozmaitymi dźwiękami klawiszy, popowe wokale i “szczebioczące” gitary sprawiły, że przez chwilę zastanawiam się, czy przez pomyłkę nie słucham płyty The Killers. Upewniam się, patrzę na okładkę – widnieje na niej napis “Atlas Genius”! Jakież jest moje zdziwienie, gdy słyszę kolejny utwór (“If So“)! Jak dla mnie perła! Autentyczna perła! W dalszym ciągu moc tkwi w buzujących, intensywnych refrenach, które zgrabnie przechodzą w spokojne i dające chwilę wytchnienia wokalizy. Dźwięki keyboardów są dawkowane z większą wprawą, a tekst piosenki wwierca się w głowę jak ziarenko piasku w małża: If so, if so. We know, we’ll be coming…

Back Seat” to kolejna prawdziwa perełka, która przez rozerwanie naszyjnika zagubiła się między innymi błyskotkami. Ileż szczęścia mam jako znalazca fragmentu tej cennej, muzycznej biżuterii. Utwór lśni w mniej jaskrawy sposób niż poprzedni, mniej też jest przebojowości, ale to nie przeszkadza poddać się jego urokowi. W nastrój wprowadza leniwie pomrukujący bass, delikatnie roztrzaskany rytm, lekko “łamiący się” i użalający głos wokalisty. Następnie coś dziwnego dzieje się z moim odtwarzaczem muzycznym i słucham tego bardziej lirycznego Phoenix. Jeśli jeszcze nie udało mi się zarazić Was twórczością Atlas Genius, to zrobią to za mnie “Trojans“. Nawet nie będziecie wiedzieć, kiedy dostaną się do Waszych uszu. Żadne antywirusy tu nie pomogą, zostaniecie w szybki i bezbolesny sposób zainfekowani smukłym i zwiewnym utworem. Szkielet jest podobny, jak w przypadku poprzednich kawałków (klawisze, bass, wokal, gitary), ale pojawia się nowy instrument – gitara akustyczna. Czyżby zaskoczenie na miarę Foster the People?

“Through the Glass” to numer, któremu przyglądam się niczym wystawie sklepowej. Podziwiam jej niektóre elementy (odgłosy pianina i perkusja a la Explosions In The Sky w finale), lecz przechodzę dalej, gdyż nie do końca trafia w mój gust (styl Goo Goo Dolls). A co najważniejsze, przede wszystkim nie pasuje do moich pereł! I znów podróbka. “On a Day” to zgrabna imitacja wcześniej wspomnianego “Electric”. Czyżby muzykom Atlas Genius zabrakło już pomysłów? Jedynie nieco brudnawe zakończenie kawałka jest w stanie na chwilę przykuć moją uwagę. Co za przedziwne spotkanie w “Centred On You“! Pereł tu brak, choć nie w przypadku inspiracji. Początkowo miałem wrażenie, że słucham Bryana Ferry’ego z lat osiemdziesiątych (“Don’t Stop The Dance”), który przemienia się w dzisiejsze, wyraźnie popowe wydanie Snow Patrol. Nie do końca wiem, co o tym myśleć. Natomiast pewien jestem, że wśród kolejnych wzorców postawić należy Australijczyków z Van She. Pereł w dalszym ciągu brak, choć bardzo interesująca “muszelka” w postaci utworu  “Don’t Make A Scene” ładnie komponuje się z całym naszyjnikiem. W szczególności, gdy przyłożymy ucho do refrenu usłyszymy odgłosy niezłej, nadmorskiej imprezy na plaży! Jest bardzo skocznie, wręcz dancefloorowo i może się zdarzyć przytupywanie nóżką.

Do chwili odpoczynku skłania dość swobodnie płynący, melodyjny “All These Girls”, ozdobiony modulowanymi wokalami w stylu The Beatles. Kawałek swoim klimatem przypomina mi bardzo akustycznych The Kooks przechadzających się ulicami Paryża i śpiewających “Ooh La”. Tylko po co ta klawiszowa wstawka w środku utworu? Lekki przesyt. Staram się jednak nie zapominać, że ich debiut to nie płyta mająca rozbić od razu bank, a jedynie skraść kilka serc amatorów pereł. Tytułowy “When It Was Now” spokojnie nawlekam na nitkę autentyczności. Kto wie, czy nie najbliżej mu do perfekcji. Utwór potrafi niespodziewanie zauroczyć, ale nie musi to nastąpić podczas pierwszego odsłuchu. Ma świetną dynamikę, lekkość i wszystkie elementy muzyczne doskonale ze sobą współgrają. Zdecydowanie najbardziej przemyślana kompozycja. Zamykający płytę kawałek “Symptoms” to bardziej zapowiedź czegoś większego, aniżeli objawy końca działalności zespołu. Sądzę, że tego utworu nie powstydziliby się sami Miike Snow. Wokal żywcem przypomina Andrew Wyatta i te mruczące klawisze pod koniec?

Album “When It Was Now” to ciekawy “naszyjnik” możliwości, jakie drzemią w Atlas Genius. Muszę przyznać, że perły w połączeniu z muszelkami i pozostałymi świecidełkami sprawiają, że powstały wisiorek pełen jest niezwykłego, wakacyjnego czaru. Uległem mu bez trudu w oczekiwaniu na kolejne muzyczne precjoza Atlas Genius. Kto wie, może wśród nich będą i prawdziwe diamenty, a te ponoć są wieczne!

Szymon Matlak


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (12 głosów, średnio: 8,33 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.