01.04.2013 07:00

Autor: Katarzyna Borowiec

Andrzej Wajda Tańczy – “Wiem, że jestem w tramwaju”

Kategorie: Albumy polskie, Recenzje

Wykonawcy:


Andrzej Wajda Tańczy – “Wiem, że jestem w tramwaju”
Head of Berlioz Records/2013

Dziwadełko.

Lider zespołu nazywa się, owszem, nie inaczej – Andrzej Wajda. Jak sam mówi, całkowicie przypadkowa zbieżność nazwisk z pewnym polskim reżyserem była jednym z jego największych problemów. Wszyscy myśleli, że robię sobie głupie żarty. Kiedy już przestało mi to przeszkadzać, sen z powiek zaczęła spędzać mi świadomość, że przegrałem życie, bo nie zostałem muzykiem. Pewnego dnia zdałem sobie jednak sprawę z tego, że nigdy nie jest za późno. I zacząłem tańczyć.

Z notatek umieszczonych we wkładce do albumu “Wiem, że jestem w tramwaju” możemy też wyczytać wzruszające historie pozostałych sześciu osób tworzących kolektyw Andrzej Wajda Tańczy. Ile jest prawdy w tych malowniczych opowieściach, ciężko ocenić; same nazwiska są niewątpliwie artystycznymi pseudonimami, o zespole nic poza tym nie wiadomo. Widać jednak od razu, że jest to płyta stworzona przez ludzi o wielkich pokładach dzikiej fantazji, którzy absurdalny dowcip łączą z dojmującą melancholią.

W warstwie lirycznej odnaleźć można tysiące nawiązań do dzieł literackich i filmowych. Już w samych tytułach pojawiają się Stanisław Grochowiak, Witkacy czy Wim Wenders. W tekstach co dwie linijki można potknąć się o jakiegoś twórcę (np. odwołania do wierszy Baudelaire’a stanowią 3/4 utworu “Przygaszony amator rozpamiętywania przyszłości”). Często ta zabawa ma swoją kontynuację także w warstwie dźwiękowej - “Błękitne oczy Mela Gibsona nasycone obłędem” nie tylko posiada tekst składający się z cytatów postaci granych przez tytułowego aktora, ale oparta jest na samplach z filmów (głównie odgłosach bitewnych z “Bravehearta”…).

Właśnie – sample. Elektronika zdecydowanie stanowi trzon repertuaru AWT, ale jest elegancko zmiksowana z iście olśniewającą feerią żywych instrumentów. Aż nie chce mi się wierzyć w te wszystkie sprzęty, które mają wypisane we wkładce. Nie sposób jednak zaprzeczyć, że słychać tu całą gamę różnorodnych instrumentów smyczkowych, klarnety, oboje i fagoty, ksylofony, wibrafony i masę dęciaków, przeróżne dzwonki i małe instrumenty perkusyjne. Najczęściej skutek jest taki, jak w celowo nadmiarowej “Estetyce ekscesu“ - przesyt. Gdzieniegdzie jednak przesada ustępuje wyważonej współpracy i grający z kilkoma hymnami narodowymi utwór “Dziury w królowej Elżbiecie“ korzysta z tego bogactwa w sposób urzekający, aż dziw, że akordeon nie gryzie się tu z marimbą i fortepianem.

Cały ten arsenał jest pokryty eksperymentalną elektroniką – na przykład “I co mam zrobić, żeby cię rozebrać?“ to utwór skonstruowany na podstawie sampli dziewczęcego śmiechu. Pod cytatami z klasyków odnajdziemy zaś złamane serce Andrzeja, który rzewnie wyśpiewuje frazy w stylu Cause nothing can grow up in winter/flowers don’t bloom in the snow (“Dziewice mają tylko jedno życie“) czy you flown from the dark/and kept my heart/in a drawer (“Niedożywione uczucia“). Czasami ta prostota jest nawet dość urzekająca, co najlepiej zespołowi wychodzi chyba w kończącym płytę dwunastominutowym utworze “Tramwaje pachną berliozem“ (all the songs I wanted to sing/already remind you of somebody else).

Właściwie ciężko “Wiem, że jestem w tramwaju” jednoznacznie ocenić. Jej największa zaleta wydaje się być jednocześnie największą wadą. Szalony eklektyzm – przeskakiwanie od disco rodem z lat 70. (“W darkroomach czy innych szaletach“) do brzmień ocierających się o metal (“Mroczne czasy oświecenia“), z jednej strony wychodzi tutaj sprawnie i swobodnie, z drugiej brutalnie wrzuca słuchacza w sam środek chaosu. Przy tym wysmakowane koncepty tajemniczego septetu są momentami nieznośnie pretensjonalne. Polskie tytuły, angielskie teksty, proste słowa, połamane rytmy. Tańca w tym wszystkim jest niewiele, a kiedy już się pojawia, gaszą go klimaty apokaliptyczne i nastroje samobójcze. “Wiem, że jestem w tramwaju” to dosyć egzotyczne zwierzę, można przyglądać mu się długo, ale czy da się je oswoić?…

Katarzyna Borowiec


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (22 głosów, średnio: 8,55 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.