11.04.2015 08:00

Autor: Ewelina

All We Are – “All We Are”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


All We Are – “All We Are”
Domino/2015

Przy takiej muzyce można wypocząć.

Trio z Liverpoolu opisuje siebie jako “Bee Gees na diazepamie”. I jest to całkiem trafne określenie. Ich muzyka jest wygładzona, ale niepozbawiona smaczków. Opisałabym ją jako smooth-psycho-funk lub dreamy-art-shoegaze, bo lubię zabawne etykietki. Swój pierwszy utwór All We Are wydali jeszcze w 2013 roku i trochę zajęło im skompletowanie reszty materiału na płytę.

Album brzmi jak lato spędzone na festiwalu pod chmurką – czasem słońce, czasem deszcz, czasem nudy, czasem szał, ale koniec końców jesteś wypoczęty, jakbyś spędził cały miesiąc leżąc w trawie, wsłuchując się we wszystko, co dzieje się wokół ciebie.

Do ich muzyki wprowadza nas hipnotyzujące “Intro”, które przeistacza się w znakomicie sprawdzający się w podróży “Ebb/Flow”. Kawałek “Stone” to namiastka słońca, morskich fal i wakacji. Kojące dźwięki gitar i dream-popowe naleciałości sprawiają, że zaczynamy marzyć. Marzenia te możemy kontynuować przy “Feel Safe”, ale tym razem mogą być one odważniejsze. “Honey” to początkowo nieco słaby utwór, jednak później wszystko wynagradza nam delikatny funk. “I Wear You” to kolejna piosenka, która zabiera nas w najfajniejsze rejony naszych myśli. Kiedy jesteśmy już trochę pobudzeni, zaczyna grać “Keep Me Alive”, jeden z najlepszych tracków na płycie. Prosta melodia i chwytliwy refren – czego chcieć więcej? Wraz z “Go” trochę zwalniamy i zanurzamy się w spokojnym rytmie i delikatnych, jakby nieobecnych wokalach. W “Utmost Good” ponownie mamy do czynienia z funkowymi deformacjami, natomiast w “Something About You” możemy cieszyć się niesamowitym muzycznym odlotem, jaki fundują nam spowolnione gitarowe dźwięki i rozmarzone wokalizy. Ostatni na płycie, “Live of Seven”, to przedłużenie klimatu z poprzedniego kawałka i zarazem przyjemne zwieńczenie płyty.

Na “All We Are” nie ma się w zasadzie do czego przyczepić. Jest to spójny album, którego znakomicie słucha się od pierwszego do ostatniego utworu. Wprawdzie nie jest to nic odkrywczego i mieliśmy już nie raz okazję słuchać podobnych dream-popowych płyt, jednak ten album ma w sobie to coś, dzięki czemu chce się do niego wracać. I ja będę do niego wracać, bo już dawno nikt nie urzekł mnie tak bardzo swoją subtelnością.

Ewelina Malinowska


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (4 głosów, średnio: 7,75 / 10)


Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.