15.08.2015 11:00

Autor: Michał Stępniak

Albert Hammond Jr. – “Momentary Masters”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Albert Hammond Jr. – “Momentary Masters”
Vagrant/2015

Na nowej drodze.

Machnięcie ręką na solowe dokonania członków cenionych zespołów wydaje się reakcją dość zrozumiałą. Zwłaszcza biorąc pod uwagę poziom, jaki często w tego typu produkcjach jest prezentowany. Nie jest bowiem przesadą stwierdzenie, ze w dużej części przypadków artyści wykorzystują wówczas pomysły czy też całe utwory, które przepadły w czasie prób macierzystych kapel lub też spotkały się ze sprzeciwem, wyśmianiem, ignorancją.  Do głosu nierzadko dochodzi również przerost ambicji. Pojawia się wówczas ochota, by udowodnić kolegom (w niektórych przypadkach “koledzy” to stanowczo za duże słowo), że się najzwyczajniej “nie znają”. Z Albertem Hammondem Jr. i Julianem Casablancasem z The Strokes tak właśnie mogło być. Solowe dokonania stanowią dla nich niejako okazję do przetarcia nowych szlaków czy też wykorzystania patentów, na które raczej nie zgodziliby się pozostali członkowie zespołu. Są one także oddechem, odskocznią lub nawet próbą poczucia tęsknoty, będącej zaczątkiem kolejnej reaktywacji. Tego rodzaju działania można, oczywiście, zaobserwować u innych muzyków w setkach kapel. Jest jednak pewna podstawowa różnica. Oto bowiem na solowe dokonania Alberta i Juliana narzekać za bardzo nie można. Do poziomu wyznaczonego przez pierwsze albumy The Strokes zbliżają się wprawdzie tylko momentami, ale przecież na palcach jednej ręki można policzyć muzyków, którzy geniuszami są przez całą karierę.

Otoczka wokół trzeciego albumu Hammonda przygotowana została znakomicie.  W niemal każdym materiale podkreślano, że artysta otwiera nowy etap w swoim życiu. Siedem lat temu, kiedy ukazywała się jego ostatnia płyta, muzyk był bliski dna. Narkotykowe odjazdy, romanse, wydawanie całej kasy na używki czyniły z niego idealnego kandydata do miana “upadłego artysty”. Odwyk, przeprowadzka i małżeństwo (z Polką) miały niejako sprawić, że Hammond Jr. odżyje na nowo, również artystycznie. Coś w tym jest, bo witalność, lekkość czy pasja są na “Momentary Masters” niewątpliwie wyczuwalne, a niejednokrotnie stają się wręcz podstawowym wyznacznikiem.  Melodyjność to inna doskonale słyszalna cecha. Niby materiał nie wywołuje ciarek czy wielu innych pozytywnych reakcji. Niby można stwierdzić, że płyta to nic specjalnego, wyróżniającego, ale cóż z tego skoro słucha się tego dość miło. W kilku fragmentach nawiązania do dokonań The Strokes (zwłaszcza ostatnich płyt) są oczywiste, a pewne zagrania na perkusji czy basie budzą właściwie tylko jedno skojarzenie. Na miejscu jest więc pytanie: po co nagrywać coś, co brzmi podobnie jak macierzysty zespół? W tym przypadku odpowiedzią może być tylko jeden banał: dobrej muzyki nigdy za wiele, zwłaszcza, że niejednokrotnie łatwo o wrażenie, że w porównaniu do ostatnich nagrań The Strokes otrzymujemy materiał bardziej przemyślany, a utwory nie sprawiają wrażenia zrobionych na “odwal się”. Albert tradycyjnie szuka inspiracji w nowojorskiej muzyce ostatnich kilkunastu lat, a i dłuższymi fragmentami duch lat 70. XX wieku jest przywoływany. Ktoś pragnący odnaleźć elementy bardziej współczesne, może usłyszeć nawet coś z The Killers czy Arctic Monkeys, ale to raczej przypadek niż celowy zamiar.  Brakuje na “Momentary Masters” przebojów, które wpadałyby głęboko do głowy, wszystko unosi się tylko odrobinę ponad przeciętność. Bywają jednak momenty, gdy stworzenie czegoś wielkiego było blisko, w tym przede wszystkim melodyjne “Born Slipy” czy najlepsze na płycie “Losing Touch”. Wśród dziesięciu utworów znalazł się także cover “Don’t Think Twice” Boba Dylana, któremu Hammond nadał indie rockowego oblicza, co dla osób, które nie darzą wielką sympatią amerykańską legendę (czyli np. dla mnie), może być fajnym zaskoczeniem.

“Momentary Masters” nie wywołało wielkiego zainteresowania w mediach. Trudno też będzie szukać albumu na wysokich miejscach w rocznych podsumowaniach. Mimo wszystko, przejście obok i totalne zignorowanie nie jest rozwiązaniem najlepszym. Albert Hammond Jr. nagrał bowiem płytę, przy której można spędzić miło czas, zapętlić kilka razy i później wracać do niej, np. w oczekiwaniu na nowy materiał The Strokes. Mimo pewnych różnic między członkami i pojawiającej się raz po raz wzajemnej niechęci, trudno traktować solowe albumy Hammonda Jr. i Casablancasa inaczej niż w kategoriach “przedsmaku”. Taką przynajmniej można mieć nadzieję. Po co się bowiem rozdrabniać? Historia zatytułowana “The Strokes” aż prosi się o kolejny, udany rozdział.

Michał Stępniak


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (4 głosów, średnio: 5,00 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.