05.12.2015 09:00

Autor: Jarosław Kowal

Adams – “Sexplosion”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Adams – “Sexplosion”
HIGHFeeL/2015

Przebudzenie J-Rocka.

Japoński rock miał się świetnie, dopóki był lokalnym ewenementem z kilkoma zatwardziałymi fanami w innych krajach. W Polsce zaczęło się od wąskiej grupy zafascynowanej artykułami publikowanymi w magazynie Kawaii, do której ja także się zaliczam. Czasami zostawialiśmy komputery włączone na kilka nocy z rzędu, żeby ściągnąć zaledwie jeden album (co dla współczesnej młodzieży może zdawać się niewyobrażalne), wysyłaliśmy sobie pocztą dyskietki [sic!] ze zdjęciami ulubieńców, a kilka pierwszych koncertów zupełnie anonimowych zespołów pokroju Gram Maria czy ANTI FEMINISM było świętem. Z czasem trend wzmocnił się do tego stopnia, że zaczęły pojawiać się europejskie projekty nieudolnie naśladujące azjatyckie standardy (na przykład Tokio Hotel), a sam J-Rock przystosował się do wymagań Zachodu i wyrugował swoje najbardziej oryginalne cechy. Od lat wysoką formę utrzymują starzy wyjadacze pokroju Dir en Grey czy MUCC, ale trudno nie odnieść wrażenia, że J-Rock is Dead. Nie poddałem się, każdego roku sprawdzam dziesiątki japoński albumów, z których próbuję wyłuskać chociaż śladową dawkę dawnej świetności i wreszcie w 2011 roku udało się za sprawą duetu Adams.

Długo mógłbym pisać o specyfice japońskiego rynku muzycznego, ale i bez tego będzie to nadprogramowo obszerna recenzja. W skrócie – Adams to zespół, którego twórczość i wizerunek w całości dotyczą homoseksualizmu, co w Kraju Kwitnącej Wiśni ma nieco inne oblicze i raczej nie budzi kontrowersji. Okazuje się także, że zupełnie nie przeszkadzało to gitarzyście, Shocie Yokoyamie w poślubieniu kobiety. To właśnie on odpowiedzialny jest za brzmienie każdego z wydawnictw grupy, a do powstania “Sexplosion” przyczyniło się spędzenie ubiegłorocznego lata w Europie, gdzie muzyk nasiąkał egzotycznymi – z jego perspektywy – wpływami. W efekcie niewiele pozostało z rockowego pierwowzoru. Album rozpoczyna się masywnym elektronicznym bitem, który po chwili przeradza się w motoryczne uderzenia rodem z EBM. “Love Me” zdecydowanie bliżej do klasyków elektro-gotyckiej japońskiej sceny typu Malice Mizer albo Schwarz Stein niż do akustycznych ballad, z którymi często duet jest kojarzony. W “Why” Shota wciąż jest przede wszystkim producentem, a dopiero w drugiej kolejności gitarzystą. Podkład nadal silnie nawiązuje do ponurego nastroju stylistyki dark independent, ale już głos Adama to typowy J-Pop, który często przypomina nasze rodzime disco polo.

Najmocniejszy moment albumu to pop-industrialne “Baddest Crown”, gdzie przesterowany głos Adama trzyma się raczej goth rockowej stylistyki niż dyskotekowej błazenady. Dokładną odwrotnością jest natomiast “Hero – Dear Eves my precious broken piece -” – kawałek stworzony po to, aby odgrywać go pomiędzy D-Bomb a Akcentem na dyskotekach w Trąbkach Wielkich. Japończycy mają podobne momenty na każdym ze swoich wydawnictw i za każdym razem wyrzucenie ich z playlisty gwałtownie podnosi wartość estetyczną całego materiału. “Game Set” to doskonały przykład odrestaurowania starego, dobrego J-Rocka. Najpierw usłyszycie prostą, pop-rockową pioseneczkę, ale jeżeli intensywnie się wsłuchacie, to odkryjecie nietypowy, choć dla Japończyków bardzo naturalny sposób komponowania zakorzeniony w muzyce ludowej. Linie melodyjne poszczególnych instrumentów rzadko się pokrywają, zwrotki nie są dokładnie odtwarzane – do każdej muzycy dodają nowe elementy, a na całej długości utworu pojawia się mnóstwo pojedynczych dźwięków, które według zachodnich standardów producenckich byłyby hałasem powodującym uszczerbek na przebojowości. Nie trudno wyobrazić sobie sytuację, w której syntezator zostaje zastąpiony przez koto, a zamiast gitary słyszymy shamisen.

“Sexplosion” to dziesięć prostych piosenek, z czego zdecydowana większość ma ogromny komercyjny potencjał, ale nie jest to trywialność na euro-amerykańską modłę, która stała się plagą japońskiej muzyki. Dla każdego, kto nie czuje tego klimatu będzie to po prostu dziwaczny pop w niezrozumiałym języku, ale w rzeczywistości Adams był jednym z najciekawszych projektów, jakie powstały w Japonii w ostatnich latach. Niestety historia zespołu ma tragiczne zakończenie – pod koniec listopada muzycy wystąpili w warszawskiej Progresji dla tłumu fanów (tak, tak, na japońskie zespoły potrafi w Polsce przyjść nawet ponad tysiąc osób) i jak się okazało był to ich ostatni koncert. Shota zasłabł na scenie, zdiagnozowano u niego udar mózgu, a dwadzieścia cztery godziny później już nie żył, a wraz z nim umarła jedna z największych nadziei japońskiego rocka.

Jarosław Kowal


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (2 głosów, średnio: 7,50 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.