21.08.2009 17:15

Autor: Michał Wieczorek

Arctic Monkeys – “Humbug”

Kategorie: Albumy zagraniczne, POLECAMY, Recenzje

Wykonawcy:


arctic-monkeys-humbug.jpg Arctic Monkeys – “Humbug”
Domino/2009

W 2003 roku w “Teraz Rocku” ukazał się felieton Pawła Kostrzewy, wtedy jeszcze dziennikarza Trójki, w którym padło stwierdzenie, że co 6 lat następuje w muzyce rockowej zwrot, że co 6 lat wychodzi więcej dobrych płyt niż w inne lata. Jednym z tych lat miał być właśnie rok 2003. Wychodzi na to, że ten rok też jest jednym z tych wyjątkowych.

Arctic Monkeys zapowiadali, że ta płyta będzie zupełnie inna od poprzednich, że ich największą inspiracją podczas nagrywania “Humbug” byli Black Sabbath, że płyta będzie nawiązywać do klasyki rocka. Z początku potraktowałem tę informację jak większość takich obwieszczeń, jak reklamę nowej płyty i nie wierzyłem im ani przez chwilę. Potem gruchnęła wiadomość, że producentem płyty będzie Josh Homme. Zrazu potraktowałem to jako plotkę, że zespół chce podtrzymać szum medialny wokół siebie. Jednak okazało się to być prawdą. To był pierwszy moment, gdy pomyślałem, że może “Humbug” będzie całkiem niezłą płytą.

Drugim takim momentem był koncert Arctic Monkeys na Open’erze. Wszyscy gadali, że nieudany, że zagrany bez werwy i w ogóle porażka, mnie zdziwił całkowity brak w pokoncertowych komentarzach zachwytów nad nowymi piosenkami, których zagrali mnóstwo. Tak, zachwytów i to wcale nie jest zbyt mocne słowo, bo w tych piosenkach przeistoczyli się z niewinnych chłopców w prawdziwych rockowych wyjadaczy. Nawet było słychać Black Sabbath!  W głowie pojawiło mi się pytanie: “co sprawiło, że średni zespół stał się dobrym zespołem, że wreszcie mają dobre piosenki”?

Jedna z odpowiedzi jest prosta. Po prostu dojrzeli, sukces przyszedł za wcześnie i poznaliśmy najpierw indie poczwarkę, z której wykluł się rokendrolowy motyl i że czas na rozwój był najważniejszy. Druga odpowiedź przyszła razem z płytą. Odpowiedź ryzykowna, ale całkiem uzasadniona.

Josh Homme. Zabrał ich na Rancho De La Luna w Joshua Tree, do magicznego miejsca, gdzie powstają Desert Sessions, wiele zespołów nagrywa swoje płyty, do miejsca, z którego wychodzą tylko dobre płyty. Słychać go praktycznie w każdej piosence, od struktury i brzmienia do chórków i gitar. Najoczywistsze przykłady to gitara w “Potion Approaching” i “Fire And The Thud” (w tym kawałku pojawia się również Allisson Mosshart). Josh przeniósł na “Humbug” przestrzenne brzmienie znane z “Lullabies to Paralyze” Queens of the Stone Age. Druga połowa “Potion Approaching” jest tak mocno joshowa, że mogłaby się znaleźć na wyżej wymienionej płycie, bluesowa, monumentalna, z charakterystyczną wokalizą w rudzielca. Brzmi to niewiarygodnie, bo do niedawna Arctic Monkeys wydawali mi się tak odlegli od Queens of the Stone Age jak Szanghaj od Warszawy.

Trzy piosenki nie zostały zarejestrowane z Joshem, ale z producentem poprzedniej płyty, Jamesem Fordem w Nowym Jorku. I słychać różnicę, “Corner Stone” i “Secret Door” są delikatniejsze, bliższe poprzednim dokonaniom zespołu. Obydwa przypominają spokojniejszych The Libertines. Trzecia to otwierająca płytę “My Propeller”. Piosenka mocna, z pazurem, typowy kawałek na trzeciej płycie Arctic Monkeys, aż dziw, że nie została wyprodukowana przez Homme’ego.

Jednak ani producent, ani miejsce nie zastąpią dobrych piosenek, na szczęście nie ma z tym problemu. Każda piosenka jest potencjalnym przebojem, może nie tak oczywistym, jak chociażby “I Bet You Look Good On a Dancefloor”. Melodie nadal są zapamiętywalne, jednak wymagają pewnego skupienia od słuchacza, daleko tu od banalności. Z każdym przesłuchaniem odkrywa się nowe smaczki aranżacyjne, jakieś poukrywane w miksie ślady. Daje to gwarancję, że płyta nie znudzi się po kilku przesłuchaniach. Ja sam wracam do niej ostatnio bardzo często.

Krzysiek, kolega z redakcji przy okazji recenzji “Horehound” wyraził pogląd, że Jack White jest muzycznym królem Midasem. Zapomniał przy tym, że jest jeszcze kilku pretendentów do tego miana, w tym Josh Homme, który właśnie zostawił konkurencję w tyle, bo ze średniego zespołu zrobił dobry. Jeszcze kilka miesięcy temu nie przyszłoby mi to na myśl, ale “Humbug” to jedna z płyt roku.

Michał Wieczorek

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (113 głosów, średnio: 7,85 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.