25.02.2010 02:36

Autor: Zylka

Archive zagrali we Wrocławiu

Kategorie: Czytelnia, POLECAMY, Relacje z koncertów

Wykonawcy:


archive09.jpg Archive zagrali we Wrocławiu

Do czasu koncertu wydawało mi się, że znam zespół na tyle dobrze, że nie jest mnie on w stanie czymś wyjątkowo zaskoczyć, zauroczyć, przesadnie zadziwić. Widziałem przecież już nie takie sławy na scenie. Tak mi się przynajmniej wydawało. Oj, jak bardzo się myliłem.

Punktualnie o godzinie 21 na jeszcze ciemnej, niewypełnionej laserami scenie wrocławskiego WFF’u pojawił się Darius Keeler, który w majestatycznym spokoju zasiadł za swoimi klawiszami, by rozpocząć intro do “Pills”. Po chwili dołączyła do niego reszta enigmatycznego zastępu, na czele z Marią Q, która przy pomocy swojego hipnotyzującego wokalu stała się dyrygentem, batutą i liderem całej machiny w jednym.

To wszystko wyglądało i brzmiało jak najdoskonalszy, dopracowany do najmniejszego detalu mechanizm szwajcarskiego zegara. Trzy gitary, fortepian, klawisze, samplery i do tego czterech wokalistów, którzy dzielili swoją przestrzeń na scenie w sposób tak naturalny i perfekcyjny, że wydawać by się mogło – niemożliwy do osiągnięcia w rockowej formacji. Koncert ten zaczarował mnie do cna. Od pierwszej klatki, jaką zapamiętałem, czyli od wspomnianego momentu klawiszowego wstępu do “Pills”, po ostatni, kończący koncert “Quiet Time”.

Setlistę naturalnie zdominowały utwory pochodzące z ostatniego wydawnictwa zespołu, ale co zaskoczyło mnie kompletnie, liryki tych utworów były znane publiczności w takim stopniu jak gdyby kompozycje te miały po lat kilkanaście. Już po pierwszych dźwiękach fanatyczna publika reagowała jak na zawołanie, niczym zaprojektowani, zapisani w jakimś scenariuszu. “Finding It’s So Hard”, “King Of Speed” czy “Controlling Crowds” odśpiewane były przez słuchaczy niemalże co do przecinka razem ze zmieniającymi się ciągle wykonawcami.

Iluminacja emocji, jakie wytwarzali tego wieczoru Archiwiści miało miejsce podczas “Collapse/Collide”, trwający ponad dziesięć minut utwór zahipnotyzował wszystkich. Ja też mimo swojego “dziennikarskiego obowiązku” zgubiłem gdzieś wymuszony chłodny obiektywizm i dałem ponieść się fali tej ekscytacji. Niewiarygodnym było też jak to możliwe, że jeden zespół może nieść w sobie taki potencjał muzycznego eklektyzmu. Progresywne utwory mieszały się z klasykami trip-hopu, a na niedomiar tego, gdy na scenie pojawiał się John Rosko, Archive zamieniało się w przedstawicieli hip-hopu w rave’owym wykonaniu.

Był to występ totalny. Myślałem, że jeżeli zespół składa się z więcej niż pięciu osób to musi nastąpić jakaś dezorganizacja, sceniczna anarchia. Wybrnę z tego naiwnego podejścia jednak w inny sposób. Uznam, że nie był to koncert zespołu, a raczej prezentacja umiejętności tytanicznej orkiestry.

Krzysiek Żyła

wyszperaj coś więcej ▼




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.