09.12.2013 09:00

Autor: Weronika

Arcade Fire – “Reflektor”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Arcade Fire – “Reflektor”
Mercury Records/2013

Szamańska dyskoteka.

Przy okazji promocji nowego albumu członkowie zespołu wspominają często kulturę Haiti, która popchnęła ich ku muzyce tanecznej. Te dyskotekowe rytmy są nowym, zaskakującym elementem w twórczości Arcade Fire. To, co nie ulega zmianie, to charakter nagrań, które są jak zawsze gęste, wielowarstwowe i mimo tanecznej oprawy stanowią materiał wymagający skupienia.

Każdy zespół przechodzi w końcu etap powrotu do korzeni, czymkolwiek one by były. Country dla grupy rockowej, pochodzącej z Texasu czy disco lat 80. jako wspomnienie z dzieciństwa obecnych piosenkarzy popowych. Dla Arcade Fire powrót do korzeni oznacza fascynację prostym rytmem wygranym na bębnie, który wyzwala ogromne pokłady energii. Płyta “Reflektor” ma zapraszać do tańca, przywołać nasze, głęboko zakopane instynkty plemienne, które sprawiają, że taniec staję się katalizatorem dla skrywanych emocji. Nie ma to nic wspólnego z podrygiwaniem w ciemnej dyskotece.

Zespół tak bardzo pragnie zaciągnąć ludzi w wir tańca, że na zakończenie mniejszych koncertów urządzają sety didżejskie, podczas których wokalista, Win Butler, przekazuje publiczności maskę i kręci poszczególnymi osobami, niczym przy zabawie w ciuciu babkę. Nie muszą jednak za bardzo nalegać. Na albumie sporo jest szalonych kawałków i szybkich rytmów, które sprawiają, że chce się podążyć za muzyką.

Mimo to “Reflektor” nie znajdzie się raczej wśród najczęściej puszczanych płyt na Sylwestra. Zabawa w wykonaniu Arcade Fire nie jest pusta ani bezmyślna. Win śpiewa o Joannie d’Arc, snuje historie na miarę Orfeusza i Eurydyki, opowiada o życiu po śmierci oraz o tym jak wygląda Haiti po zmroku, gdzie często brakuje prądu. Pisze o utraconej miłości, wygasającym ogniu oraz zastanawia się czy współczesna technologia zabiera nam duszę.

Melodie są tak samo naładowane jak teksty, a warkocz stylów powiewa nieustannie. “We Exist” przypomina eksperymenty z dźwiękiem, jakie poczynali w latach 60. Lennon i Ono, mroczne “Here Comes the Nightime” jest jak The Cure na cukrze, a “You Already Know” zahacza trochę o angielski indie rock. Do tego dochodzą elementy francuskiego disco w “It’s Never Over” oraz, to tu, to tam, delikatne akcenty reggae. Nie wspominając już o genialnym utworze tytułowym, który pomimo swojej długości (7 minut), wcale się nie dłuży. Jest w tym również zasługa niezastąpionego Davida Bowie.

Zalety tej płyty mają podwójne ostrze. Ponieważ każdy utwór jest tak skomplikowany, nie można jeść tej muzyki łyżkami. Nie zwala też z nóg po pierwszym przesłuchaniu, bo ciężko jest strawić od razu ten dwupłytowy album, który zawiera trzynaście długich utworów. Nie można jednak uznać tego za wadę. Szczególnie, że z czasem poszczególne piosenki drążą w uchu ścieżki, które coraz bardziej chce się uczęszczać. Bez dwóch zdań Arcade Fire z albumem “Reflektor” przebili samych siebie oraz pozostawili w tyle wiele tegorocznych płyt.

Weronika Makowska


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (22 głosów, średnio: 6,64 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.