15.08.2017 16:11

Autor: Michał Stępniak

Arcade Fire – “Everything Now”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Arcade Fire – “Everything Now”
Columbia/2017

Arcade Fire najlepiej bawią się sami.

Końcówka lipca w świecie muzycznym należała do Arcade Fire. Zainteresowanie przybrało jednak oblicze, którego z pewnością nie życzyłby sobie sam zespół, a i większość odbiorców, przyzwyczajona do wygłaszanych i wypisywanych peanów, zapewne była w mniejszy czy większy sposób zaskoczona. Oto krytycy rzucili się na najnowszy album zespołu “Everything Now” i w pewnym momencie mogło się nawet wydawać, że pragną rywalizować w tym, kto wytoczy większe działa czy wymyśli bardziej druzgocące zarzuty. Niektórzy niemal totalnie oszaleli i w kilka dni po dość entuzjastycznej recenzji postanowili zmienić opinię, przeprosić i dołączyć do tłumu rozczarowanych (można mieć wątpliwości, czy faktycznie przeżyli taką metamorfozę czy też po raz kolejny na jaw wyszła prawda, że krytycy najczęściej słuchają płyt przy pomocy uszu innych krytyków). Od premiery “Everything Now” minęło już kilkanaście dni i sytuacja zdążyła się nieco uspokoić. Przedzierałem się przez płytę wiele razy (jakoś nie wyobrażam sobie, że można, tak jak jeden ceniony krytyk, oceniać album po tym jak się znalazło na nią “chwilę przed wakacjami”) i rzeczywistości oszukać się jednak nie da. Arcade Fire nagrali najsłabszy, najmniej przemyślany materiał w dotychczasowej dyskografii. Na pewno nie jest to jednak materiał tragiczny i zasługujący na potępienie czy całkowite zapomnienie.

Oczekiwania były gigantyczne i właśnie w tych oczekiwaniach dopatrywałbym się sporego problemu. Arcade Fire doszli już do takiego miejsca, gdzie odbicie się od ściany nie było trudne. Dużo zrobiła też tak długa, czteroletnia nieobecność. Można było domniemać, że zespół dopracowuje w tym czasie każdy dźwięk i robi wszystko, by stworzyć arcydzieło. Przyszłość miała pokazać, że niekoniecznie tak było. Pewien niepokój mogła wzbudzić zmiana wytwórni (Merge) na zdecydowanie bardziej komercyjną (Columbia). Realna stała się tym samym perspektywa, że Arcade Fire zdecydują się w jeszcze większym stopniu,  niż na “Reflektor” (recenzja), postawić na przyjazne szerszemu gronu odbiorców dźwięki. Potwierdzeniem tego był pierwszy tytułowy singiel, a przywoływanie jako wzoru zespołu ABBA nie bez podstaw powtarzano po kilkaset razy. Piosenka była bardzo dobra i okazało się, że ten nowy pomysł Arcade Fire może się sprawdzić. Niestety, tak się nie stało.

Arcade Fire na najnowszej płycie mniej lub bardziej świadomie odwołują się do disco lat 70. i słychać doskonale, że czują się w tym klimacie świetnie. Cały materiał sprawia wrażenie jakby muzycy bawili się w czasie jego powstawania wyśmienicie. Nie oznacza to, iż podobne odczucia mogą mieć słuchacze. Nie ma co oszukiwać – “Everything Now” to album strasznie nierówny, oprócz piosenek bardzo dobrych, pojawiają się też takie, które nazwać “wypadkiem przy pracy” to za mało. Zaczyna się niezwykle obiecująco. Tytułowy utwór oraz “Signs of Life” i “Creature Comfort”, w których muzycy sięgają po ciekawe rozwiązania i inspiracje (m.in. Bowie) nawiązują do najlepszych momentów twórczości. Potem zespół wchodzi jednak, niestety, na nieuczęszczane dotychczas rejony i robi to z nienajlepszym czy bardzo złym skutkiem. O takich piosenkach jak “Chemistry” czy “Peter Pan” lepiej w ogóle nie pisać. Trudno też zrozumieć eksperymenty w postaci dwuczęściowego “Infinite Content” – w  szalonej, punkowej wersji i w drugiej stonowanej, przywodzącej na myśl country. Słabo wypada nudne “Electric Blue” i nijakie “Good God Damn”. Wszystkiego jest tutaj za dużo, utwory długimi fragmentami nie przekonują stylistycznie, brakuje jakiejś myśli przewodniej, czegoś chwytającego za serce i przyciągającego uwagę. Na szczęście na koniec Arcade Fire proponują jeszcze dwie piosenki – najlepszą na płycie, zaskakującą, z odpowiednio wyważonymi elementami “Put Your Money On Me” oraz “We Don’t Deserve Love”. Finalnie sprawiają więc, że można uwierzyć, że ciągle stać ich na rzeczy ponadprzeciętne czy wielkie.

Pewne obiekcje można mieć do warstwy lirycznej “Everything Now”. Zespół przyzwyczaił, że stara się mówić o rzeczach istotnych i nierzadko robi to w dość błyskotliwej formie. Na najnowszym albumie zrealizował w dużej mierze tylko pierwszy z tych celów. Tematem płyty jest wszechobecny konsumpcjonizm, świat pozbawiony wartości, wirtualna rzeczywistość wpływająca na relacje między ludźmi i sprawiająca, że człowiek staje się coraz bardziej wyizolowany. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że wielokrotnie rażący staje się banał (“Be my Wendy / I’ll be your Peter Pan”!!??). Tak jakby chcieli z jednej strony dobrze się bawić, a z drugiej pozostać wierni istotnemu przekazowi. W kilku fragmentach nie do końca te cele do siebie przystają.

“Everything Now” nie przejdzie do klasyki współczesnej muzyki. Nie jest to również płyta, do której chce się tak wracać jak do poprzednich albumów. Czy jednak aż tak zła, by mieszać ją z błotem? Bez przesady. Choćby dla czterech świetnych piosenek zdecydowana większość innych zespołów oddałaby wiele. Tylko tu chodzi o Arcade Fire i jednak mały niesmak pozostaje.

Michał Stępniak


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (13 głosów, średnio: 6,38 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.