13.04.2009 17:09

Autor: marcin

…And You Will Know Us by the Trail of Dead – “The Century of Self”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


the_century_of_self_cover.jpg …And You Will Know Us by the Trail of Dead – “The Century of Self”

Trail of Dead nie mogą ostatnio pochwalić się zbyt dobrą passą. Kolejne wydawnictwo grupy nasuwa myśli, czy słowo “dead” nie nabierze nowego znaczenia wobec statusu zespołu?

Grupa w 2002 roku była na bardzo mocnej pozycji. Trailowska propozycja noise rocka oprawionego w przemyślane kompozycje trafiła idealnie w swój czas. Gdy na fali utrzymywał się new revievalowy boom, grupa z Austin proponowała powrót do postpunkowej stylistyki lat 90-tych. Pozytywne reakcje krytyki oraz słuchaczy na “Source, Tags & Codes” były wprost proporcjonalne do siły emocji zawartych na krążku. Jest to album, który formą i ekspresją osiągnął pewne maksimum. Każdy słuchacz na swojej muzycznej drodze ociera się o płytę, która jest w stanie nieźle namieszać w jego życiu, odwrócić świat do góry nogami. “Source…” do takich albumów z pewnością należy. Kolejne wydawnictwo “Worlds Apart” z kilkoma świetnymi momentami, kontynuowało brzmienie z poprzedniej płyty. Jednak grupie zarzucano brak innowacyjności i wtórność. Podobnie miała się sprawa z “So Divided” wydanym w 2006. Zespół pogubił się i pomimo kilku śmiałych prób uatrakcyjnienia brzmienia, płyta po prostu nudzi, a najlepszy na krążku “Gold Heart Mountain Top Queen Directory” to jak na złość utwór zapożyczony od Guided By Voices.

W 2007 wytwórnia Interscope z braku widocznych efektów komercyjnych rozwiązała umowę z zespołem. W takich momentach zazwyczaj dochodzi do ogłoszenia zespołowego hiatusu. Dla odświeżenia atmosfery muzycy zajmują się solowymi projektami, wyjeżdżają do Tybetu, zakładają rodziny etc. Trail of Dead zdecydowali pogrzebać nieco we własnych korzeniach, skorzystać z wolności wydawniczej i zrealizować album całkowicie na własną rękę, bez presji i zobowiązujących terminów. W piwnicy zaadaptowanej na studio materiał został zarejestrowany na 100%. Grupie zależało, by zabrzmieć tak witalnie jak to tylko możliwe, by wycisnąć ze swojej muzyki chemię i atmosferę okoliczności, w jakich powstaje, a także jak prezentuje się na żywo.

Warto zadać sobie pytanie czy “The Century of Self” ma wielkie znaczenie w karierze zespołu? Brak jednoznacznie pozytywnego odbioru dwóch poprzednich płyt (nie wliczając EP) z pewnością gdzieś z tyłu głowy przeszkadzał muzykom podczas produkcji. Gdyby tym razem zabrakło pomysłów i wyraźnej chęci grania, nikt by się nie nabrał na wymyki w patos i muzyczną epopeję. Pomysłów widać starczyło na 13 kompozycji (+ 3 utwory pochodzące z sesji, wchodzące w skład wydanej pod koniec 2008 roku EP “Festival Thyme”). Architektura tego krążka od razu wrzuca nas w plątaninę riffów, nagłych zmian tempa, wyciszeń i hałasu. Czyli jesteśmy w dobrze znanym domu. W niektórych momentach można odczuć, iż muzycy zbyt nachalnie starali się urozmaicić utwory – to zresztą nic nowego w wypadku ToD. Całość została jednak pomyślana tak, by zbytnie nie rozbijać budowanego nastroju – mocniejsze utwory pojawiają się w pierwszej połowie krążka, te łagodniejsze zaczynają dominować w drugiej.

Początek brzmi znajomo – podniosłe, mroczne intro, z lekko mogwaiowym rozwinięciem. Kolejne “Far Pavillions” i singlowy “Isis Unveild” to przykład tego jak przyciągnąć uwagę słuchacza i nie zanudzić go na wstępie. Pierwszy z nich, zbudowany na dosyć znajomo brzmiącym riffie, łagodnieje w połowie i na moment odlatuje w zupełnie inną stylistykę (tutaj z wykorzystaniem mocnych uderzeń w klawisze pianina), by ponownie zabrzmieć motywem znanym z początku. Podobnych zabiegów klamrowych znajdziemy tutaj kilka. W “Halcyon Days” powraca motyw pianina, ocierający się o – uwaga – stylistykę dreampopową. Elementem, który z pewnością nie zawodzi jest sekcja rytmiczna, zmontowana oczywiście z dwóch zestawów perkusyjnych. Najgłośniej obecna w “Bells Of Creation”, który powstał jako jeden z pierwszych utworów wchodzących na płytę. Dobrze wiedzieć, że pomimo 30-kilku lat, nie myślą o złagodzeniu sekcji rytmicznej – elementu najbardziej charakterystycznego dla stylistyki zespołu. Łagodniejsze dźwięki występujące na płycie w postaci “Insatiable One” oraz “Insatiable Two” to kolejna propozycja mająca w sobie coś z ducha rewolucyjnych hymnów, pojawiające się na wcześniejszych płytach zespołu.

“The Century of Self” oferuje wszystko to, do czego przyzwyczaił nas zespół na poprzednich wydawnictwach. Patetyzm miesza się tutaj z melodiami w stylu The Who, iskrą postpunkowych grup przełomu lat 80/90-tych. Szczęśliwie udało się zachować klasę i nie wypuścić materiału, który miałby okazać się gwoździem do trumny Trail Of Dead. Grupa nie ma co liczyć na powrót na szczyt, ale w obrębie własnego szlaku muzycznego wygląda na to, że w końcu odnaleźli dobry i przyszłościowy kierunek.

Marcin Bieniek

wyszperaj coś więcej ▼



Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (12 głosów, średnio: 6,83 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.