17.06.2009 10:32

Autor: Gosia

All Night Party, czyli Dan Deacon & The Ensemble

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów, festiwale

Wykonawcy: | | |


dan-deacon.jpg All Night Party, czyli Dan Deacon & The Ensemble

Jakiś czas temu obiecałam sobie, że przed pójściem na koncert artysty, którego twórczość znam nie za dobrze, wcześniej będę sprawdzać na YouTube czego mogę się spodziewać. Czy cieszę się, że obietnicy danej sobie nie dotrzymałam? Tak! Bo co to by była za niespodzianka, gdybym wiedziała co mnie czeka na koncercie Dana Deacona?

Tym, którzy lubią niespodzianki i wybierają się na koncert Dana na Tauron Festiwalu odradzam czytanie. Tych, którzy jeszcze się nie zdecydowali zapraszam do czytania dalej.

Ale zanim o samym Danie, to należałoby wspomnieć o pierwszej części niespodzianki i zarazem nieodłącznym elemencie wszystkich koncertów na trasie Dana & The Ensemble, czyli 3 zespołach towarzyszących. Pierwszym z nich jest artysta solowy znany jako Adventure. Jest to niepozornie wyglądający pan w okularach i hawajskiej koszuli, który większość swojego koncertu gra z komputera co jakiś czas dodając coś od siebie na klawiszach typu casio. Słucha się przyjemnie, ale podejście samego wykonawcy do publiki na zasadzie: “jaki jestem fajny, a tak w ogóle to średnio się przygotowałem” trochę zniechęca. Zespół numer dwa za to jest jak najbardziej urokliwy. Nazywają się Teeth Mountain i jedyna rzecz, która przeszkadzała mi w ich koncercie to fakt, że tak krótko trwał. Ich muzyka to instrumentalny shoegaze głównie oparty na barkach (a raczej w rękach) drobnej bębniarki Kate. Połączony z gwieździstymi wizualizacjami występ TM był wręcz magiczny. Jako trzeci przed gwiazdą wieczoru wystąpili Future Islands. I przy tym zespole zatrzymam się na chwilę.

Piszą o sobie: “Perpetual singer movement in front of motionless band plays a series of original hit singles“. Te słowa to kwintesencja tego, co ten zespół sobą prezentuje. Chwytliwe elektroniczne piosenki brzmiące na pozór dość kiczowato grane przez prawie nieporusząjący się zespół i śpiewane przez wręcz nadekspresyjnego wokalistę. Mała próbka poniżej:

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

Ja przez cały ich występ stałam jak wryta nie mogąc oderwać oczu od Sama, który w pewnym momencie nawet “wyrwał sobie serce z klatki i śpiewał do niego – imitując palcami, że to serce jeszcze bije”. Występ, który na długo pozostanie w mojej głowie.

Ale teraz do rzeczy. Dan Deacon and The Ensemble to w sumie 14 muzyków szalejących na jednej małej scenie. Szaleństwu temu (jak obiecał Dan na początku koncertu) dała się porwać nawet belgijska publika. I mówiąc szaleństwo nie mam na myśli paru podskoków i klaskania w rytm. Mówiąc szaleństwo mam na myśli dziki taniec i to tak, jak nam Dan zagra. Zaczęło się niewinnie. Dan poprosił, abyśmy podnieśli ręce w górę po czym położyli je na barkach osoby znajdującej się najbliżej nas i powtarzali jego słowa o tym, że cieszymy się, że ta osoba jest z nami. Im dalej w monolog pana Deacona, tym dziwniej się robiło. Później tylko dwukrotne odliczanie do 20 i zaczęli grać. Publika na początku nieśmiało podrygiwała w rytm. Dopiero zabawy, które co chwila wymyślał nam Dan spowodowały, że podczas ostatniej piosenki cała sala aż trzęsła się w posadach. Zabawy to jest np. “And now who has the tallest hands here. Oh there, there are the tallest fucking hands. Now everyone, go and hug this guy” – więc wszyscy poszli. Później Dan wybrał “Tego najodważniejszego”, którego wszyscy mieli naśladować podczas tańca do “Of The Mountains”, konkurs taneczny pomiędzy dwoma stronami sali w stylu west side story do “Woof Woof”, a na koniec tunel z rąk jak na koloniach – kojarzycie taką zabawę, kiedy przechodzi się pod tunelem z dłoni, po czym na końcu łapiesz drugą osobę za ręce i stajesz się częścią tunelu? No właśnie, w taki sposób Dan wyprowadził nas z sali. Po powrocie niestety nastał czas na finish. Ale finish w najlepszym stylu. Najpierw wykrzyczane przez wszystkich “All Night Party”, a później…”A teraz stańcie z ręką wyciągniętą w powietrze, jakbyście stali na klifie i wyciągali ją w stronę morza, którego nie widzicie. A teraz drugą ręką złapcie się za bok. I tak stojąc śpiewajcie ze mną >>Sounds like the wind overtakes, uuu uuu uuu u<<”. Dosłownie cała sala stała w takiej oto pozie i śpiewała razem z Danem słowa piosenki. Najpierw po angielsku, później po flamandzku (po francusku nie, bo żaden francuski Belg nie odważył się przetłumaczyć), a na koniec w dowolnym języku. Niewiarygodne przeżycie. Już dawno tak zmęczona i tak rozbawiona nie wychodziłam z koncertu. No i chyba nigdy nie byłam pod wrażeniem tego jak 14 osób może tak rewelacyjnie zgrywać się na scenie. 3 perkusje, 4 klawisze, 2 gitary, 3 cymbalarzy, saksofon i elektronika Dana. Ale nic dziwnego skoro pan Deacon dobrał sobie do zespołu najlepszych muzyków baltimorskich kapel (Teeth Mountain, Ponytail, Double Dagger, Future Islands, Nuclear Power Pants oraz Adventure). Absolutny koncertowy majstersztyk. Niezdecydowanych zachęciłam? Bo ja na bank stawiam się w Katowicach w sierpniu.

Małgorzata Lewandowska

wyszperaj coś więcej ▼




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.