17.12.2008 23:00

Autor: Krzysztof Kowalczyk

Akustyczny Hey nad Motławą

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów

Wykonawcy:


h17.jpg Akustyczny Hey nad Motławą

Miałem mieszane uczucia, kiedy dowiedziałem się, że Hey rusza w trasę by grać koncerty w akustycznej aranżacji znanej z ich ostatniego DVD. Takie koncerty powinny być niepowtarzalne, zagrane raz, uwiecznione na taśmie filmowej. Na tym powinny takie przedsięwzięcia się kończyć.

Drugą rzeczą, która mnie raziła była cena biletów. Żądać 100 polskich złotych za taki koncert, podczas gdy za wejściówkę na koncert tak wielkiej, zagranicznej gwiazdy jak The Futureheads płaciło się około 60 zł… Obawiałem się, że przez to wśród publiczności zobaczymy przede wszystkim ludzi posiadających spore portfele, niemających za to pojęcia, na jakiego zespołu występ przyszli. Na szczęście te obawy okazały się bezzasadne.

Ponarzekałem sobie trochę, ale przyznać muszę, że jedna rzecz od razu wywołała u mnie zachwyt. Świetnym pomysłem było wybranie na miejsce wydarzenia Filharmonii Bałtyckiej. Byłem pewien, że ta położona nad Motławą i wzniesiona w budynku dawnej XIX-wiecznej elektrowni budowla będzie idealnie pasowała do muzyki, jaka ma w jej murach rozbrzmiewać. O dziwo, bilety wyprzedane zostały na parę tygodni przed terminem występu. Co prawda w ciągu ostatniego miesiąca w gdańskich tramwajach i autobusach odnotowano dwukrotny wzrost kradzieży, ale przyjmijmy, że nie miało to żadnego związku z tym, jak niektóre osoby zdobyły pieniądze na pewien kawałek papieru.

Gdzie jak gdzie, ale w Filharmonii Bałtyckiej zawsze można liczyć na względną punktualność, dlatego też już mniej więcej 10 minut po godzinie 20 zespół pokazał się na estradzie. Estradzie wzbogaconej o imponujące oświetlenie i trzy ekrany. Tak, wszystkie zabiegi techniczne, mające posłużyć podkręceniu klimatu zdecydowanie zdały egzamin. Oświetlenie robiło wielkie wrażenie, a wizualizacje wyświetlane podczas piosenek były wzorowo dobrane.

Repertuar bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Zespół zagrał aż 21 utworów (na DVD było ich 17), z tego 5 nowych, które nie pojawiły się w “pierwowzorze”. Dodatkowo, zmieniono kolejność w porównaniu z oryginałem. Jedną z nowości było otwierające koncert “O suszeniu”, które Nosowska zaśpiewała przy akompaniamencie samej gitary akustycznej. Z nowych kompozycji świetnie wypadło gorzkie “Byłabym” i “O podglądaniu”, pięknie wpasowujące się w resztę setlisty. Pozostałe piosenki wypadły podobnie do tego, co dane było nam zobaczyć i usłyszeć na MTV Unplugged. Oczywiście atmosfera była odmienna, ale dzięki żywiołowym reakcjom publiczności i fantastycznej Nosowskiej wyglądającej na scenie jak mała dziewczynka wyśpiewująca swoje historie, gdański występ też miał swoje niepowtarzalne oblicze.

h32.jpg Jeszcze kilka słów o nagłośnieniu. Było ono dość nierówne, ponieważ nie zadbano o dodatkowe głośniki skierowane na wszystkie sektory. Widownia w Filharmonii Bałtyckiej ma kształt podkowy, a więc sprawy nie mogło załatwić ustawienie pojedynczej linii głośników. Ja miałem to szczęście, że siedząc pod niewielkim kątem do sceny słyszałem wszystko znakomicie, ale wiem, że nie wszyscy mieli ten komfort.

Wbrew wszelkim moim obawom, pomysł powtórzenia formuły Hey Unplugged w kilku miastach Polski wypalił. Wszystkie elementy zagrały (nomen omen) tak jak powinny. Nie zawiódł zespół, ponieważ stworzył odpowiedni klimat; nie zawiódł wzbogacony o kilka piosenek repertuar; nie zawiodła też publiczność, wypełniając szczelnie Filharmonię Bałtycką. A odpowiedź na pytanie, czy za to wszystko warto było zapłacić takie pieniądze, pozostawiam Wam.

Krzysztof Kowalczyk

Zdjęcia autorstwa Dominiki Wężowskiej:

 

wyszperaj coś więcej ▼




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.