09.11.2009 21:47

Autor: mss

AFI – “Crash Love”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


afi-crash-love.jpg AFI – “Crash Love”
Interscope/2009

AFI przyzwyczaili swoich fanów do regularnego wydawania płyt i od 2000 roku dokładnie co trzy lata wypuszczają nowy album. Tym razem jednak coś poszło nie tak i “Crash love” nie bawi tak, jak bym sobie tego życzył.

Kierunek muzycznej ewolucji AFI zaczął mnie niepokoić już przy okazji ich poprzedniej płyty, wydanego trzy lata temu “Decemberunderground”. Mimo wszystko, choć był to album bardzo popowy oraz – takie przynajmniej odniosłem wrażenie – robiony w dużej mierze pod publiczkę, to dało się go słuchać. Może nie dawał takiej przyjemności, jak proste nagrania z trzech pierwszych płyt, gotycko-punkowe łojenie z dwóch kolejnych czy genialne, klimatyczne “Sing The Sorrow?” z 2003 roku, ale wysokiego poziomu wykonawczego i dbałości o ostateczny kształt kompozycji nie dało się kalifornijskim muzykom odmówić. W przypadku “Crash Love” również nie można temu zaprzeczyć – w końcu AFI to zespół zgranych, doświadczonych i doskonale rozumiejących się muzyków – ale tym razem grupa Daveya Havoka poszła za daleko. Z nowego albumu po prostu wieje nudą.

Zabierałem się do “Crash Love” jak pies do jeża, dając mu szanse kilka, jeśli nie kilkanaście razy, i ani razu nie udało mi się tej płyty dosłuchać do końca. Co jest nie tak? Na pewno jest to album zbyt rockowy, rockowy w najgorszym tego słowa znaczeniu – brakuje tu zarówno tego charakterystycznego klimatu, do jakiego przyzwyczaiło nas AFI, jak i czadu, którego również nigdy nie brakowało. Praktycznie żaden utwór nie zapada głębiej w pamięć, trudno tu złapać jakikolwiek punkt zaczepienia, który sprawiłby, że chciałoby się do “Crash Love” powrócić. Kilka przebłysków, które przypominają o dawnej formie zespołu (“I Am Trying Very Hard To Be Here”, “Cold Hands”) nie zmieni faktu, że jest to najgorszy album, jaki wydała grupa z East Bay. Ta płyta jest po prostu męcząca – być może po wywaleniu połowy utworów okazałaby się w miarę przyzwoitą EP-ką, ale niestety jest jak jest i już tego nikt nie zmieni.

W kategorii zespołów “niegdyś punkowych” zdecydowanie lepiej wypada nowy album Green Day – rzecz o wiele ciekawsza muzycznie, która nie powoduje wrażenia, że ktoś miał do wypełnienia kontrakt, lecz nie miał pomysłów na dobry album. Obawiam się, że AFI już się raczej z tego dołka nie wygrzebie, bowiem po szczycie możliwości, jakim był “Sing The Sorrow”, zespół stacza się coraz niżej.

Michał Karpowicz

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (27 głosów, średnio: 7,19 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.